Wracamy na chwilę do…

Wracamy na chwilę do Urugwaju!

Montevideo, Urugwaj. Jestem na obrzeżach miasta, mijam Campeon del Siglo, nowy stadion zespołu Penarol, jednego z najbardziej utytułowanych klubów piłkarskich na świecie. Ale nie dla mnie te piękne areny i sportowe spektakle tytanów. Jako fan Ekstraklasy idę na przyboczne boiska, na których gra dzisiaj czwarta kolejka amatorskiej ligi piłkarskiej Urugwaju – Liga America.

Gra w niej zespół Cracovia de Uruguay – klub wzorowany na naszej rodzimej Cracovii. Chłopaki mają identyczne barwy oraz herb. I co ciekawe, nie mają żadnego Polaka w składzie, to w 100% inicjatywa Urugwajczyków. Docieram na miejsce, siadam na trawie na małym wzniesieniu przy boisku. Slońce grzeje, są 23 stopnie, o 11:00 czasu lokalnego (16:00 rano w Polsce) zaczyna sie mecz Cracovia – Patorozu. Jak to się w ogóle stało, że w Urugwaju znajdziemy taki klub? Po meczu porozmawiam z chlopakami, spytam się, co spowodowało, że skromni, piłkarscy amatorzy wzoruja się na znanej na całym swiecie ekipie piłkarskiej z Krakowa. Postaram się również dowiedzieć, dlaczego zamiast ligi hiszpańskiej czy angielskiej śledzą naszą, słynąca z centrostrzalów i niskiego pressingu Ekstraklasę, oraz dlaczego zamiast wzorować się na taktyce Jose Mourinho wolą powtarzać na boisku schematy opracowywane przez jego mniej znanego brata, trenera Cracovii, Michała Probierza.

Spotkanie będzie oglądać około 20 kibiców. Nie mogę oderwać wzroku od sędziego liniowego – czarnowłosej Urugwajki w podkolanówkach i mini (zdjęcia w komentarzach 8) ). Nikt z kibiców nie pije piwa. Większość z nich ma za to tykwę, bombillę, duży termos z wrzątkiem i siorbie yerbę mate. Tutaj to norma, 1/3 mijanych na mieście ludzi ma ze sobą taki zestaw. Bedziesz ich mijać na ulicy, spotkasz na plaży, w autobusie, czy kolejce do kibla.

Widowisko nie porywa. Ale, co tu dużo ukrywać, przed wyjazdem do Ameryki byłem na meczu Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin – wydaje mi sie, że poziom dzisiejszego meczu nie jest wybitnie niższy. Cracovia dostała lanie, 5:2 i przez całe, trwające 2×30 minut spotkanie była zespołem slabszym. Tempo typowo ekstraklasowe, ale dużo bardziej agresywne i pełne poświeceń. Niby liga amatorska, ale i jednym i drugim zalezalo. No i ta liniowa… Urugwajczycy walczyli. Pod koniec spotkania byliśmy swiadkiem mocnego wślizgu na piłkarza Cracovii, który zakończył się awanturą i przepychankami kilku piłkarzy. Zawodnicy powoli schodzą z boiska.

„Wiem, graliśmy gówno, ale uwierz, że normalnie jesteśmy dużo lepsi” – mówi mi największy kibic zespołu, Carlos, ojciec Frana (obrońca) i Andresa (pomocnik) Patrone, dwóch z trzech założycieli klubu.

Na płocie wisi flaga Cracovii, obok biegają dzieciaki w klubowych barwach. Powoli witam sie z piłkarzami. Wszyscy mają kopie koszulek Cracovii ze swoimi nazwiskami, herbem Cracovia de Uruguay i emblematem Liga Americana. Fran gra natomiast w oryginalnej, ekstraklasowej koszulce, którą dostał w paczce (wraz z masą klubowych gadżetów) od prawdziwej Cracovii. Piłkarze rozmawiają, przebierają się, po chwili dołącza do mnie Fran i kilku innych piłkarzy, w tym trzeci założyciel Cracovii, napastnik Martin Anon. „Powiedz mu, że to wszystko przez grę FIFA” – śmieje się Carlos. Si – odpowiada Fran. – Wszystko zaczęło się od grania z bratem w Fifę. Nudne jest granie najsilniejszymi, Real, Barcelona, to nie jest nasza piłka nożna, to biznes – mówi.

– Nie wiedzieliśmy wiele o Polsce – mówi Andres – ale wiemy, że patrząc na mape, jesteście między wielkimi krajami i w całej waszej historii musieliście walczyć. „Poland always fight” – wtrąca po angielsku Fran. – Mamy tak samo, jesteśmy wciśnięci między dwie potęgi, Brazylię i Argentynę. Nie mamy długiej historii, ale tak samo musieliśmy walczyć – stwierdza mój rozmówca. Uwielbiam te porównania innych krajów do położenia Polski. Spotkałem się z tym w Armenii i Korei Południowej, gdzie jeden z poznanych mieszkańców tłumaczył mi, że mają podobnie jak Polska, są wciśnięci między Japonię i Chiny, stąd ich równie dramatyczna historia z sąsiadami co historia Polski. Koreańczycy mają nawet specjalne powiedzenie na swoje położenie, mówią, że są „krewetkami pływającymi wśród wielorybów”.

Dlatego stwierdziliśmy, że pogramy kimś z Polski – kontynuują bracia. – Popatrzyliśmy na Ekstraklasę i… wybraliśmy Cracovię. – Dlaczego? – pytam. – Bo nie wiedzieliśmy zbyt wiele o Polsce, ale miasto Cracovia kojarzyliśmy, że to kolebka Polski, królowie, historyczne miejsce. Poczytalismy na Wikipedii i się wkręciliśmy, jako fani historii futbolu stwierdzilismy, że pierwszy mistrz Polski to idealny wybór. Szybko dorzuciliśmy do Fify grę Cracovią w Championship Menager i reszta przyszła sama. Orientujemy się w sytuacji w Ekstraklasie, oglądamy mecze Cracovii przez Internet. Gol jest świetnym zawodnikiem, sądzę, że duża kariera piłkarska czeka Helika, a Wdowiak jest kimś, kto będzie grać w waszej reprezentacji. No i nie ukrywajmy, że dużą różnicę w Cracovii robią Hiszpanie, Javi i Ariam. No i sam trener… Jak wymawia się jego nazwisko, bo każdy z nas mówi inaczej? – Probesth, Probija, Probe – piłkarze Cracovii rzucają swoje koncepcje. – „Probierz” – mówię kilka razy, ale nikt nie potrafi wymówić nazwiska poprawnie. -Dobra, trudno, zostaje Probesth. Podoba nam się jego styl, kojarzy się nam z naszym mistrzem, selekcjonerem Urugwaju, Oscarem Tabarezem, stara się, żeby Cracovia grała podobnie.

Andres pyta, komu w Polsce kibicuje. Odpowiadam, że Pogoni Szczecin. O dziwo nie wywołuje to jego zdziwienia. – to ci w niebiesko-czerwonych barwach? Tak, odpowiadam, mówiąc, że bardziej dokładnie to granatowo-bordowych. Pokazuje mi w telefonie wyszukane szybko barwy i herb Pogoni. Si, este club.

– Cracovia jest prawie że w środku tabeli, dzisiaj było słabo bo połowa składu to znajomi, a nie osoby z klubu. Mamy pechowy początek, na start rozgrywek 3 tygodnie temu wygralismy pierwszy mecz 3:0, a teraz trzecie spotkanie pod rząd przegraliśmy. Normalnie jesteśmy lepsi i mimo problemów wciąż celujemy w wygranie ligi. Będzie lepiej. Teraz po prostu część składu wyjechała na wakacje, a dwóch ważnych piłkarzy mamy kontuzjowanych. – mówi Andres. – Dario pokaż mu bliznę! – mówi jeden z piłkarzy. Stojący z nami chłopak podciąga spodnie, pokazując ogromną, pooperacyjną blizne.- To Dario Rojas, nasz najlepszy obrońca – mówi Andres. – Kilka miesięcy temu tak go sfaulowano. – kolano mi poszło, miałem dwie operacje. Już chyba sobie nie pogram. I to wszystko dla Cracovii, rozumiesz? – mówi Dario. – własnie, jak to jest z tą waszą nazwą? – pytam. – Jak Fran I Andre powiedział wam, że chcą nazwać klub Cracovia to pewnie zrobiliście wielkie oczy i pukaliście się w czoło? – nieee, odpowiada Dario. Przyjaźnimy się wszyscy, chłopaki spokojnie wyjaśnili nam jak na to wpadli, że jesteście walczaki i w pewien sposób podobni, stwierdziliśmy, że to w sumie świetny pomysł.

Pytam, czy ktoś z nich był w Polsce. Odpowiada mi Andres: – Tylko ja i Ernesto Airaldi, nasz drugi kontuzjowany, byliśmy lata temu, w 2010 na Eurotripie i zachaczyliśmy o Polskę, 3 dni, Warszawa i Auschwitz, ale muszę ci powiedzieć, że wsparcie od was z kraju mamy cały czas. To niesamowite, zobacz na Facebooka na nasz fanpage, większość komentarzy jest od Polaków. Dostajemy też od was sporo wiadomości, mamy nawet kontakt z prawdziwą Cracovia, która przysłała nam dużo gadżetów. A od dziennikarzy dostaliśmy koszulkę z autografami całego zespołu. To naprawdę wielki zaszczyt dostać takie wsparcie. A do Polski może kiedyś uda nam się przyjechać, to byłoby wielkie wydarzenie pójść na prawdziwą Cracovię.

Cracovio, kibice – może pomyślcie nad taką fajną akcją i zaproście waszych urugwajskich przyjaciół na mecz?

#podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #ekstraklasa #ekstraklasaboners #cracovia #pilkanozna

Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) – na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ

PS kilka osób zapytalo, czy mogę im wysłać pocztówkę. Jeżeli ktoś chce, żebym napisał mu i wyslal pocztówkę, może wysłać mi 20zl na PayPal – mat.jakubowski@wp.pl