Witajcie wszyscy…

Witajcie wszyscy podróżujących z wykopem z #pkp ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Właśnie podróżuję sobie pociągiem PKP Intercity, numeru pociągu nie znam, ale trasa Wrocław Główny Olsztyn, pociąg bodajże nazywa się Jeziorak. Ale do rzeczy, z racji tego iż z racji święta, to zachciało mi się jakoś to uczcić a najlepiej czymś słodkim, to wpadłem na pomysł kupić coś u wózkowego, który chodził po wagonach. Z racji tego iż jestem przyzwyczajony do płacenia bezprzewodowo i od dłuższego czasu już nie noszę ze sobą żadnej gotówki poza jakimiś drobniakami, przekonany byłem że będę mógł za niego zapłacić jak zazwyczaj. Moje oko zatrzymało się na batonie Seven Days… Już w myślach czułem słodycze rozlewające się po podniebieniu, a tu zonk. No myślę sobie trudno gdzieś tam miałem jakieś 5 zł chyba w portfelu gdzieś na dnie walizki No i przyszło do liczenia okazało się że jest to 2,50 a Zgodnie z moimi szacunkami baton miał kosztować 5 zł polskich nowych( ͡° ͜ʖ ͡°) widząc moje zażenowanie, liczącego jakieś grosze po kieszeniach ten sympatyczny młody człowiek po prostu sprezentował mi ten croissant ( ͡° ͜ʖ ͡°) dlatego twierdzę i będę trzymał się tego zdania Polska obsługa i polskie pociągi to najfajniejszy sposób podróżowania( ͡° ͜ʖ ͡°). A do chłopaka który podarował mi tą pyszną bułkę mówię: chałwa ci wielki człowieku Niech twoje żony rodzą ci co roku dzieci a twojej wrogowie niech dopadnie koklusz Podagra i swędzące kukle, albowiem Tyś jest wielki tyś mnie od śmierci głodowej prawie uratował Pozdrawiam wszystkich spędzających Sylwestra W podróży lub w pracy( ͡° ͜ʖ ͡°)
#sylwesterzwykopem #czujedobrzeczlowiek #podroze #podrozujzwykopem #polska no i troche chyba #rozdajo

Głębia Mego Umysłu cz.10 Po…

Głębia Mego Umysłu cz.10

Po przejechaniu kilkunastu kilometrów napotkaliśmy na obniżenie terenu które wyglądało jak koryto rzeki. Koryto było wody nie. Mongolskie klimaty.
Po paru takich suchych atrakcjach. Zauważyliśmy jak miejscowi, koniecznie w Priusach pokonują takie przeszkody. Ściągają zderzaki tuż przed zjazdem i zakładają za podjazdem. Czasem jechali i kilka kilometrów tym korytem do puki nie znaleźli odpowiednio niskiego drugiego brzegu. Zaczęliśmy znów spotykać sypki piasek na „drodze” Jakże żałuje że nie założyłem opon terenowych dzień prędzej. Choć kolega na postoju coś przebąkiwał o takiej możliwości.
Były kolejne łachy piachu jedne dłuższe inne krótsze. Nawet znalazł się odcinek 200 metrów czystego pustynnego piachu.
Teraz nabrałem pewności siebie i już się nie spinałem jak dnia poprzedniego. Wjeżdżałem z rozpędu w taką przeszkodę odkręcałem manetkę, jeszcze bardziej luzowałem uchwyt na kierownicy i motocykl ładnie jechał a kierownicą musiałem kontrować teraz tylko co 2-3 sekundy. Jakże wielka była to różnica w porównaniu do dnia poprzedniego.
Teraz sporadyczna jazda po piachu to była prawie przyjemność. Opadło ze mnie napięcie dnia poprzedniego. Zacząłem się uśmiechać i jeszcze szybciej forsować kolejne obszary z sypką ziemią.
Zapomniałem już o tym że mogę się połamać.
Po kilku godzinach pojawił się prawdziwy szuter. Nawet jakieś pasemko skał i górek. Ta odmiana była miła. Słońce chyliło się ku zachodowi a my nadal nikogo nie spotkaliśmy od wyruszenia z miasteczka. Mimo że przejechaliśmy co najmniej 200 km.
Nie pamiętam gdzie spaliśmy. Pewnie jak zawsze gdzieś gdzie się dało schować namioty przed wiatrem.
Kolejnego dnia obraliśmy jako cel jezioro.
Jeziora są dobrymi finałami etapów ponieważ zwiastują odpoczynek i czystość.
Po drodze zauważyliśmy dziwną formację kamieni. Którą postanowiliśmy obfotografować.
Po jakimś czasie podjechał Mongoł. Zadziwiające jest to że tubylcy na motocyklach są znacznie bardziej ciekawscy i przyjaźni niż ich pobratymcy we wioskach. Po drodze wstąpiliśmy do jakiegoś sklepu na zakupy.
Doszedłem już do takiego etapu w wyliczaniu dziennego zapotrzebowania na różne produkty że wiedziałem ile potrzebuję wody. A więc co najmniej 4,5L . 1,5L na toaletę poranną i wieczorną a 3L na pożywienie i picie.
Gdy przeglądam zdjęcia z tamtych dni widzę tylko trochę pagórków i bezkresne równiny.
I oczywiście zdjęcie na którym chowamy się za podsypką pod słup elektryczny aby na kuchence zagotować zupkę Chińską. Tak co dzień jedliśmy to zupki produkowane w Chinach. Lecz najlepsze były te z Korei i miały kawałki suszonego mięsa. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Gramatura dwa razy większa niż w Polskich odpowiednikach tego świństwa. Po kilku dniach zaczęliśmy dodawać cebuli do zupki. Po następnych kilku dniach w zupce był już czosnek, cebula, jak można było coś kupić innego to jeszcze to coś, marchewka się nie nadawała bo trzeba ją było długo gotować. Zresztą ciężko było kupić coś więcej niż cebulę czosnek i czasem zgniłe pomidory. Raz nawet wylądowała w menażce cytryna na wzór zup Rosyjskich. Dobrego smaku dawała natka pietruszki.
Nawet w najbardziej zapadłym sklepie w którym dosłownie jest tylko 8 produktów, są zupki Chińskie. Nieraz widziałem wychodzących miejscowych ze sklepu którzy kupili tylko to. Myślę że jest to ich podstawa wyżywienia. Raz nawet wylądowała w menażce cytryna na wzór zup Rosyjskich. Dobrego smaku dawała natka pietruszki.
Woda w butelkach była prawie destylowana. Miała od 5 do 50 mg/L. Przestałem się temu dziwić gdy przez trzy dni miałem spierzchnięte usta jak bym jadł cały dzień pistacje. A jak przesuwałem po nich językiem to czułem sól. W większych miastach można było kupić wodę mineralna która kosztowała 3 razy więcej niż zwykła. Jednak słone puł pustynie zazwyczaj leżały daleko od miast.
#podroze #mpetrumnigrum #motocykle

Wiele rzeczy w tym roku…

Wiele rzeczy w tym roku poszło nie tak, słabo i w ogóle niefajnie, ale jedną z rzeczy, które będę wspominać co najmniej świetnie był wypad nad morze we wrześniu

Kierunek wyjazdu miał być zgoła inny, jednak nie żałuję zmiany decyzji, było w pytkę 😀

Tak gorąco i pogodnie, lepiej niż w lipcu, ludzi co prawda sporo, ale sama plaża pustawa :3 długie spacery brzegiem ciepłego morza, szum fal, błogi spokój i zobaczone wszystko to, co było do zobaczenia (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

Międzyzdroje- Świnoujście- Heringsdorf- Szczecin
Tęsknię (╥﹏╥)
#morze #podroze #podrozujzwykopem #baltyk #wspomnienia

252,11 PLN Tyle mnie…

252,11 PLN

Tyle mnie kosztuje bilet, który jest ważny:

We wszystkich pociągach PKP IC
W całym kraju
W 2 klasie
Przez cały rok 2021 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Dla porównania taki sam bilet możecie kupić i Wy, jednakże bez zniżki pracownika kolei kosztuje on 11k zł czyli jakoś 1/2 przeciętnej wypłaty na Mirko (✌ ゚ ∀ ゚)☞

https://www.intercity.pl/pl/site/dla-biznesu/oferty/kolorowe-karty/

#pkp #pkpintercity #kolej #pracbaza #podroze

Słuchajcie jadę sobie…

Słuchajcie jadę sobie #pendolino i mam pytanie mam szukać konduktora czy gdzieś tu jest biletomat żeby bilet kupić? Czy może przyjdzie konduktor i kupię u niego?

#pkp #intercity #podroze #pkpintercity #kolej #pociagi

Co ja widzę, nadworny…

Co ja widzę, nadworny podróżnik, który we wrzuconym gdzieś niżej filmie mówi, że „nie będzie robił tytułów dla podbicia zasięgów np z dupami” właśnie zaczął robić takie tytuły i… usunął konto na wykopie xD [pan cash] rip @cash1337

A BezKawy coś ostatnio stara się dorobić do 10k z patronite. Wielki miłośnik zwierząt i ratownik psów, a swojego Zgniłka czy jak mu tam zostawił na wsi w Polsce i od roku wywalone xD No ale pewnie posłużył tylko jako element podrywu małolat.
Te branzoletki w kraju, gdzie zarabiają kilka dolców na miesiąc sprzedawać po około 10dolców / szt to też niezły wał.
Ale jak ludzie kupują „charytatywnie” to niech kupują, ich sprawa

#bezplanu #polskiyoutube #autostop #podroze #przezswiatnafazie #heheszki @iamtehwin – zniszczyłeś kasza 🙁

Ślady ich przejściacz.8 Po…

Ślady ich przejściacz.8
Po dwóch dniach jazdy po wyjeżdżonych szutrach, skręciliśmy w stronę jeziora.
DO którego mieliśmy na oko 15km. Okazało się że kolejny pacjent na to oko umarł.
Po 50km widzieliśmy już tafle jeziora i jednocześnie wjechaliśmy do Parku Narodowego Gobi. Nawigacja pokazywała że stoimy w środku wielkiej głębi wody.
Tylko że pod naszymi nogami była zaschnięta glina i koleiny.
Upieraliśmy się jak lepiej dojechać do tego błękitu. Ja byłem zdania że lepiej od prawej strony czyli od strony kilku jurt. Bo oni muszą mieć drogę do wody. Kolega się upierał że pojedzie prosto i potem z lewej strony.
Charaktery mamy podobne i śmiesznie to jest przez pierwsze 20 dni jazdy. Potem zaczynamy warczeć na siebie jeśli chodzi o wybór dróg i następuje odwilż gdy już uzgadniamy że dosyć wałęsania się i wracamy do domu.
A więc każdy pojechał swoją trasą aby dotrzeć do wody i na końcu tryumfować pokazując temu drugiemu że jego miejscówka nad wodą jest lepsza.
Gdy zmierzałem do jurt mówiłem sobie pod nosem. Na pewno na tym jeziorze jest pomost. Przecież w każdym kraju nad jeziorem jest pomost.
No i plaża przecież nad każdym jeziorem jest plaża.
A więc rozbiję się na plaży obok pomostu z którego będę skakał do wody kąpiąc się ile wlezie. W końcu od 3 dni się nie myłem. A on Będzie stał z drógiej strony i nie będzie mógł się dostać do wody.
W końcu zawróci i pojedzie do mnie. A po drodze ugrzęźnie w błocie HA dobrze mu tak.
A nie czekaj lepiej aby nie grzązł w błocie bo będę musiał mu pomóc.
Lepiej żeby normalnie przyjechał do mnie. Tak zdecydowanie.
Kończyłem rozmyślania mijając jurty.
Przejechałem te kilka sztuk patrząc w lewo za drogą na plażę. Nie zauważyłem
Zawróciłem i znów wyglądałem za drogą nad wodę.
Nie było.
Woda była drogi nie.
stwierdziłem że w końcu mam motocykl enduro to pojadę na przełaj w stronę tafli jeziora.
Szybko stepową roślinność zastąpiła ostra trawa. Przebijająca jeansy.
Ale w końcu mam motocykl enduro.
Po chwili ta trawa rosła na takich podwyższeniach z ziemi. Zacząłem lawirować między nimi na pół sprzęgle.
Do trawy dołączyły takie krzaczki wyglądające jak żarnowiec miotlasty tylko grubszy.
Jazda była już bardzo trudna. W końcu gdy było to bardziej przeciskanie się a nie jazda, odwróciłem głowę. Od jurt odjechałem dobre 3km a wody nadal przede-mną nie było.
Zasadniczo wody już w ogolę nie było. NIGDZIE.
No kurwa Mongolska odmiana fatamorgany.
Poddałem się i zawróciłem dojechałem na początek jurt aby poczekać na kolegę. Znów zobaczyłem wodę w tym jeziorze.
Po pewnym czasie wrócił kolega. Zły że z nim nie pojechałem.
Zapytałem się czy dojechał do wody. Powiedział że próbował ale mu się nie udało.
Spojrzeliśmy na nawigację jeszcze raz i okazało się znów to samo że od kilku km stoimy w wodzie. Przynajmniej mapa tak mówiła.
Przejechaliśmy przez jurtowisko i pojechaliśmy dalej drogą zaznaczoną jak nasza gminna w stronę parku narodowego.
Do następnej wioski mieliśmy około 160-200km. Po Mongolskiej drodze gminnej.
W rzeczywistości jest to linia wyznaczona na mapie która nie zawsze pokrywa się z wyjeżdżonymi śladami.
Na noc zatrzymaliśmy się kilkanaście kilometrów od wydm.
Z rana postanowiliśmy wymienić opony na terenowe w motocyklach.
Wstaliśmy o 7.00 wypiliśmy kapucine. Odbyliśmy poranną toaletę.
Za wymianę opon zabraliśmy się o 9.00. Odwiedzili nas miejscowi pasterze lecz nie chcieli się napić kapucziny. Na pierwszy ogień poszedł motocykl kolegi. Przód poszedł łatwo w 2 godziny się uwinęliśmy.
Natomiast tył po wymianie opony i po zamontowaniu i napompowaniu dętki nie trzymał powietrza. Dobrze że mieliśmy elektryczną pompkę z kolekcji Biedronka 2007.
To jeszcze raz wymontowaliśmy koło wyciągnęliśmy dętkę.
W czterech miejscach ją przecięliśmy podczas montażu. Zacząłem ją łatać.
Ale to nic kolega miał zapasową. Niestety ta tez nie trzymała powietrza miała odpadający wentyl.
Ale to nic ja też miałem dętkę. Szkoda że nie chciało mi się jej sprawdzić przed wyjazdem. Miała 3 dziury.
Cytując klasyka z wykop.pl
Opona jest na flaku samochody nas mijają, żar leje się z nieba a nam się skończyła woda a w asistans nikt telefonu nie odbiera.
Ale wracając do rzeczywistości nikt nas nie mijał prócz tych dwóch na motocyklach. Staliśmy pośrodku niczego u podnóża wydm a woda rzeczywiście skończyła się w południe. Lecz humory nas nie opuszczały.
Chyba ja tym razem przeciąłem koledze dętkę podczas montażu.
Teraz zacząłem już ciąć łatki na dwie części.
A wydawało mi się że 20 łatek to wystarczająca ilość na cały wyjazd. Zużyliśmy 15 w ciągu kilku godzin.
Fakt znajomy miał ale tak stare że można je było wbijać w drewno za pomocą młotka.
Gdy minęła szesnasta skończyliśmy z jednym motocyklem, postanowiliśmy że w moim motocyklu nie będziemy wymieniać opon na terenowe bo chciało nam się pić a wody nie było. Ruszyliśmy w stronę wydm.
Kilka zdjęć na wydmach jak z obrazka i ruszyliśmy dalej kierując się do najbliższej wioski oddalonej o 80km.
Niestety okazało się że droga gminna wiedzie przez te wydmy. Pisząc przez wydmy nie mam na myśli że droga wiodła szutrem pomiędzy wydmami.
Droga wiodła po głębokim piachu i wydmach . Jak na obrazkach z rajdu Paryż-Dakar.
Stanąłem na początku gdzie jeszcze można było znaleźć kamień pod podnóżki.
Kolega jako że miał opony terenowe pojechał zobaczyć czy da się po tym jechać. Choć były ślady samochodu z napędem na 4 koła.
A więc kolega ruszył ujechał całe 10 metrów i się wywalił. Pomogłem podnieść maszynę.
Kolega ruszył, jedzie!!!
Włączył drugi bieg, jedzie miota nim jak szatan spódnicą nimfomanki.ALE JEDZIE.
Leży. Już nie jedzie.
Jednak ujechał całe 300 metrów.
Czekam czy będzie się ruszał.
Rusza się wstaje. Usiłuje podnieść motocykl.
Przy czwartej próbie mu się to udaje.
Odpala maszynę, znów jedzie. Znika za wydmą.
Słychać tylko silnik pracujący na najwyższych obrotach.
Po 10 minutach nie słychać już żadnego silnika, cisza.
Idę w jego stronę.
Zaczynam przeklinać jego i jego wybór drogi. „on zawsze musi się wpakować tam gdzie najtrudniej, nigdy nie wie kiedy odpuścić. Kurwaaaa przecież mam opony szutrowe i motocykl wraz zemną i bagażami waży 340kg.
Jak ja przez to przejadę?
Idę dalej w głąb wydm.
Stwierdzam że pierdole tą jego trasę i zawracam. Do przejścia do motocykla został mi kilometr. Idzie się ciężko. Jestem zdeterminowany aby obrać inną drogę. Mały problem polega na tym że mam sucho w ustach i ani kropli wody w bagażach. Najbliższa wioska jest oddalona o 45km ale leży za wydmami a inna ze sklepem co najmniej 250km. W dodatku nie wiem czy starczy paliwa.

Na zdjęciu Nocleg przed wydmami i miejsce wymiany opon.
#podroze #mpetrumnigrum #motocykle

Mirki, jako, że brakuje mi…

Mirki, jako, że brakuje mi atencji to tak tylko chciałem napisać, że niedługo minie rok odkąd mieszkam w kamperze. Obecnie mieszkam na Wyspach Kanaryjskich.

(Zdjęcie sprzed ponad miesiąca jeszcze z Portugalii)

#podroze #podrozujzwykopem #kamper

Odrobinę bliżej ciepła cz…

Odrobinę bliżej ciepła cz 7.

Ruszyliśmy do parku narodowego Gobi.
Czym dalej od stolicy tym asfalt był gorszy. Doszło do tego że wszyscy zaczęli jechać jak i gdzie im się podobało byle nie po asfalcie. Na początku się im dziwiłem ale po jakimś czasie sam zjechałem na pół pustynie
Na pierwszy postój wypadł w miejscu po jurcie gdzieś daleko od głównego szlaku.
Nieświadomie stanęliśmy akurat obok całej metropolii Chomiczaków Mongolskich.
To jest niesamowite co te małe gryzonie wyczyniają.
Pogonie.
Bójki
Orgie
Bitwy
Przymierza
Wolna miłość.
Nawet ludzkie przysłowia się tam sprawdzały „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”
A to wszystko na powierzchni mieszkania w bloku.
Kilka godzin później wyprzedziliśmy jakiś obcokrajowców na chińskich Mustangach 5 od firmy Shinrey. Czyli Rometowskich odpowiednikach Rometa ADV 150.
Po czym poznać że to obcokrajowcy jadą na motocyklach w Mongolii?
Mają normalne najtańsze kaski a nie budowlane lub ich brak.
Nie są ubrani w tradycyjne stroje.

Spaliśmy gdzieś na stepie. Lubiłem wieczory ponieważ zazwyczaj wieczorami przestawało wiać.
A w tym kraju potrafi wiać.
Ma się wrażenie że lekki wiatr 5km/h wieje gdy jest spokojnie.
Pokuszę się o stwierdzenie że mocniejszy wiatr powyżej 30km/h także wieje co najmniej przez godzinę dziennie ale zazwyczaj więcej. Bywały takie dni że miejsce na namiot trzeba było długo szukać aby się za czymś schować przed wiatrem a i tak zazwyczaj niewiele to dawało wtedy namiot trzeba było stawiać we 2 osoby.

Następnego dnia znów mijaliśmy na trasie tych samych obcokrajowców.
O dziwo po obiedzie w jakiejś restauracji. Podjechał do nas jeden z tych motocyklistów.
Z zapytaniem czy dobre jedzenie tutaj dają.
Kierowcą była kobieta z zachodniej Europy.
Rozmowa się rozkręciła.
Okazało się że w Ułan Bator siedziała już kilka miesięcy na wolontariacie. Niedawno wraz z kolegą? Wypożyczyła motocykle i pojechała pozwiedzać kraj Chingis Khana.
Najlepsze było to że jechała od 5 dni i od tylu dni uczy się prowadzić motocykl.
Stwierdziła że jest to na tyle fajne że jak wróci do swojego kraju to zrobi prawo jazdy na jednoślady.
Nie wiem czy mieli namiot ale opowiadała że spali w jakiś dziwnych miejscach. Opuszczonych domach, przedsionkach i w jakimś małym pomieszczeniu.
Zapytała się czy to normalne że kiepsko jej się zmienia biegi. I że na postoju nie może wrzucić luzu.
Okazało się że sprzęgło ciągnie a dźwignia zmiany biegów ma straszne luzy. Dociągnięcie jej śruby mocującej nic nie zmieniło.
Podczas próby naprawy dźwigni zaczął coś machać rękami jeden z Mongołów przyglądającym się nam, sprawiał wrażenie upośledzonego.
Obok stał jego trochę bardziej rozgarnięty kolega i ten pokazywał abyśmy tego lewarka nie naprawiali tylko poszli z nim. Zaprowadził mnie do sklepu z częściami do motocykli.
Kilka firm produkuje te motocykle jednak wychodzi na to że znaczną ilość części mają wspólne. Sprzedawca w sklepie odsłonił wielką skrzynię która wypełniona była nowymi dźwigniami od zamiany biegów.
Kosztowała całe 7zł.
Po powrocie miejscowy który mnie zaprowadził do sklepu domagał się gotówki, trochę mnie to zdziwiło. Dałem mu z 5zł w przeliczeniu na zł. Po czym podszedł upośledzony i też chciał pieniądze. Pokazałem mu tego co się oddalał. I na migi wytłumaczyłem mu że on ma dla niego kasę. Zabawną rzeczą były oddalające się krzyki dwóch Mongołów którzy próbowali sobie wyrwać pieniądze z ręki.
Myślałem że gorszych śrub niż o wytrzymałości 5.8 nie ma. Jednak nowa była z czegoś co przypominało aluminium i było równie lekkie.
Z pewnością był to TYTAN.
Gdy kolega skończył wymianę części, właścicielka się przejechała. Była bardzo zadowolona z efektów pracy. Rozstaliśmy się wieczorem.
Co mnie zdziwiło, przez te 2,5h ani razu nie szukał jej ten znajomy. Zapytana gdzie on jest odparła że gdzieś we wiosce w miejscu spania.
Zatrzymaliśmy się 3km za miasteczkiem (w rozumieniu Mongolskim, u nas była by to nieduża wioska.)
Podczas rozbijania namiotów przyjechał jakiś pasterz z córką. Córka zapytała się po Angielsku co my tu robimy. Wytłumaczyliśmy że chcemy przenocować w namiotach i rano jedziemy dalej.
Już przyzwyczailiśmy się do takich widoków.
My się rozbijamy a jakiś okoliczny hodowca przyjeżdżają i się patrzy czasem coś powie po ichniemu my odpowiemy po Rosyjsku tylko że oni nie rozmawiają w żadnym języku prócz Mongolskiego. Na początku się tym przejmowaliśmy i próbowaliśmy tłumaczyć że rozbijamy namioty aby się przespać i z rana pojechać dalej, ale to nic nie dawało.
Zresztą oni po kilkunastu kilkudziesięciu minutach sami odjeżdżali.
Wydaje mi się że są to hodowcy zwierząt którzy obawiają się konkurencyjnych wypasaczy bydła którzy zajęli by ich pustynne pastwiska.

#mpetrumnigrum #podroze #motocykle

kiedys to były programy…

kiedys to były programy podróżnicze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
pamiętam jak sie wkurzałem że pokazywali obwisłe cyce murzynek z afryki o 14 w porze obiadu a dobre cycki mogles obejrzec po cichu po 24 żeby mama nie widziała tylko w weekend na polsacie hyhy
#cycki #podroze #gimbynieznajo #nsfw

czytam ostatnio wykop i nie…

czytam ostatnio wykop i nie dowierzam.. bydgoszcz perłą pułnocy?! to jakaś kpina. przeciez kazdy wie, że to #grudziadz zasługuje na to miano bardziej. a brzydgoszcz to w butach spi i kazdy w regionie wie, ze nawet nie ma podskoku do #torun

a na zdjeciu nie wiedeń, czeska praga czy zurych… tylko grudziądz, najprawdziwsze creme de la creme #earthporn

#perlapulnocy #polska #podrozujzwykopem #podroze