Zapraszam Was na obszerny…

Zapraszam Was na obszerny wpis z refleksjami na temat podróżowania w czasach pandemii 😉
https://www.wykop.pl/link/5629521/wyjazd-na-teneryfe-w-czasach-koronawirusa/

#koronawirus #hiszpania #turystyka #ciekawostki #podroze #podrozujzwykopem #logikarozowychpaskow #rozowepaski

Polska gastronomia to jest…

Polska gastronomia to jest cyrk na kółkach. Wróciłem właśnie z wakacji i byłem w kilku knajpach. W każdej z nich musisz stracić przynajmniej 30 MINUT na czekanie na kelnerki.
1.Przychodzisz zajmujesz stół
2. CZEKASZ aż menu przyniosą
3. Wybierasz co chcesz zjeść
4. CZEKASZ aż kelnerka przyjdzie zebrać zamówienie
5. CZEKASZ aż zrobią i przyniosą jedzenie (to jedyne sensowne czekanie)
6. Kończysz jedzenie
7. CZEKASZ aż kelnerka przyjdzie dać rachunek
8. CZEKASZ aż kelnerka wróci po hajs
9. CZEKASZ aż kelnerka wróci z resztą

Nie mogliby zrobić terminala do zbierania zamówień i płacenia przy każdym stole? mamy 21 wiek

No i oczywiście wielkie oczy że nie zostawiam napiwków. A czemu miałbym zostawiać? Mi nikt nie daje dodatkowej kasy za free za to że wykonuję swoją pracę. A ta przyniesie talerz i już by chciała za to 20zł dostać xD

No i jeszcze te ceny mnie wkurwiają. W większości knajp zamawiąjąc colę która kosztuje co najmniej 10zł dostaję małą buteleczkę 330ml xD Za 10 zł. I zdążę ją wypić 3 razy zanim przyjdzie danie główne. Ja rozumiem że janusz biznesu chce zarobić ale czterokrotna przebitka na towarze który wystarczy wyjąć z lodówki to grube przegięćie. Dlatego zawsze mam ze sobą butelkę 1L napoju i ostentacyjnie wyjmuję ją na stół i sobie z niej piję. A janusza niech dupa boli że sam się potrafię lepiej i taniej obsłużyć.

#gastronomia #podroze #wycieczki #polska #restauracja #warszawa #wroclaw #krakow #januszebiznesu #takaprawda

Mirki jest sprawa. Ostatnio…

Mirki jest sprawa. Ostatnio zgubiłem kartę SD do aparatu. Po kilku dniach zorientowałem się, że mam kartę ale nie swoją :). Jest na niej sporo zdjęć z różnych wycieczek. Może ktoś z was coś skojarzy. Fotki z wycieczek na Islandię i jakieś rowerowe po Polsce. Metadane zdjęć mówią, że były robione Canonem EOS450D oraz Nikonem D90.
Chcialbym zwrócić komuś kartę, ale również odzyskać swoją. Totalnie nie mam pojęcia gdzie i skąd mam tą kartę – możliwe, że siedząc na laptopie w jakiejś knajpce w #krakow lub #krosno
Jeśli możecie to zaplusujcie ew. komentarz z pomysłem gdzie wrzucić takiego posta też byłby mile widziany
Zdjęcia w komentarzach
#fotografia #islandia #podroze #rower

Dzień pięćdziesiąty pierwszy….

Dzień pięćdziesiąty pierwszy.

O pierwszej w nocy, zaledwie po nieco ponad godzinie snu, obudził mnie deszcz bijący w namiot niczym grad. Natychmiast wrocił mi ból głowy i męczyłem się z ponownym zaśnięciem. Ponownie obudziłem się o piątej i po godzinie leżenia szybko spakowałem wszystko na rower. Wiał wiatr ale nie było deszczu i nawet udało się podsuszyć namiot.

Trasa którą wczoraj jechałem pomijała Nyköping a patrząc na mapę wydawało się to być bardzo ciekawe miasto. Dziś tę trasę zmodyfikowałem tak aby jednak go nie pominąć.

Jadę więc tam przez wsie i lasy w szatkownicy deszczu i słońca przez dwie godziny. Nie żałuję bo mimo pewnego obycia ze Szwecją nadal zdumiewa mnie harmonia architektury i urbanistyka tutejszych miast. Jedynie rynek z plastikowymi straganami i główna ulica na której latarnie obwieszono reklamami-flagami nie są tym co określam jako estetyczne. Popełniam tylko błąd zaczynając od zakupów. Na jutro zaplanowałem dzień wolny i musiałem zrobić zapasy żywieniowe co dodaje wyraźnej masy rowerowi utrudniając manewry i podjazdy.

Około trzynastej kieruję się na północ do miejsca schronienia nad jeziorem Gisesjön gdzie chciałem sobie w końcu zrobić herbatę i ugotować makaron z sosem. Po tych kilku dniach w wietrzno-deszczowych warunkach czułem potrzebę zjedzenia czegoś ciepłego.

Jadę, nie śpiesząc się, wzdłuż ruchliwej drogi 219. Warunki pogodowe rozpieszczają. Sporo słońca i wiatr w plecy.

Co jakiś czas zatrzymuję się by zrobić zdjęcia. Jedno miejsce zwróciło szczególną uwagę. Duże nadbrzeżne skały, czerwone domki przypominaja znane chyba wszystkim obrazki ze Szwecji. Byłem przekonany, że jestem nad jeziorem i gdy już odjeżdżałem przyszło mi na myśl, że to raczej Bałtyk. Tak, to było morze.

Po drodze uzupełniam wodę co dodaje kolejne pięć kilogramów i cieszę się, że zostało mi tylko siedem kilometrów bo rower osiąga masę krytyczną.

Miejsce nad jeziorem okazuje się lepsze niż się spodziewałem. Miejsce grillowania osłonięte ścianami z trzech stron daje mi spokojnie odpalić kuchenkę. Powrót chmur deszczowych i czas poświęcony na przygotowywanie posiłków skłoniły mnie do głębszych przemyśleń. Nie mam kryzysu, czuję się dobrze, mam dużo energii i chciałbym dalej jechać ale ucieczki przed deszczem, szukanie w nim miejsca pod namiot, rozbijanie się i składanie na mokro przez dość długi okres powodują, że ta podróż staje się walką i nie zapowiada się na poprawę. W tej chwili mam poczucie, że tracę czas i pieniądze. Decuduję, że Sztokholm do którego planuję dojechać w niedzielę będzie punktem zwrotnym. Nie wiem jeszcze tylko czy wrócę pociągami czy rowerem.

Chwilę po dwudziestej pierwszej zebrałem się i opuściłem schronienie by poszukać miejsca pod namiot. Znalazłem dość szybko ale – na szczęście już po rozłożeniu- zaczęło padać i nie jest to mrzawka. Czuję, że podjąłem dobrą decyzję.

#rower #podroze #szwecja #rowerovsky

Kolejna fajna miejscówka na…

Kolejna fajna miejscówka na dziko w Bieszczadach znaleziona, zaczyna mi się tu podobać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Mój Insta, na którym jest więcej relacji tutaj
Mój tag #szaryburekfoto

#podroze #caravaning #kamper #podrozujzwykopem #bieszczady

TL;DR – wyprawa do Mołdawii z…

TL;DR – wyprawa do Mołdawii z ziomeczkami.

Pojechaliśmy z rewizytą do Mołdawii, a konkretnie Kiszyniowa. 10 mirków nas było, też żadnej panny, tak jak w delegacji mołdawskiej do Warszawy xD Z lotniska nas odebrał ten cały Dimitru, jebany Vova xD i jeszcze jakiś ziomek. Standardowo nas zawieźli na uczelnię, gdzie ich dziekan nam dał wykład o wielowiekowej przyjaźni mołdawsko-polskiej i prawach obywatelskich. Potem nas oprowadzili po mieście – jakiś kościół, ratusz, park, takie rzeczy. Co ciekawe, najwidoczniej żeby pokazać słynną mołdawską gościnność, w każdym miejscu podkreślali, że można tam palić szlugi xD Potem nas zabrali do akademika i zostawili samych sobie. W tym akademiku był taki zajzajer, że ja pierdolę, więc nie chcą tam siedzieć poszliśmy na miasto.

Kupiliśmy kilka flaszek i chodzimy po centrum pijąc. Już się trochę podjebaliśmy, jeden ziomek mówi żeby chwilę na niego zaczekać bo musi po coś do apteki wejść. Wraca stamtąd podekscytowany

EEE ALE OPCJA, TUTAJ NORMALNIE WSZYSTKO BEZ RECEPTY SPRZEDAJĄ

Wiadomość ta spotkała się ze zrozumiałym entuzjazmem, bo można sobie nakupić xanaxu na przegryw życiowy, jakichś syropów z kodeiną i innych ładnych rzeczy.

W tym momencie przedstawić należy postać jednego z naszych kompanów, Pawła. Paweł był studentem, członkiem naszego zacnego koła naukowego oraz turbo koksem, 5 razy w tygodniu siłownia, sterydy itd. W tym oto momencie radości Paweł spoważniał, poprosił nas o chwilę uwagi i podzielił się z nami swoim głęboko skrywanym problemem.

Z tego co zrozumiałem z jego wywodu, jak się bierze różne mocne dopalacze koksowania, szczególnie testosteron, to organizm po cyklu używania „zapomina” na jakiś czas jak produkować własny, naturalny testosteron, bo dostawał go z zewnątrz. Wiąże się to z pewnymi niedogodnościami, pośród których znajdują się problemy z erekcją. Paweł zapewniał nas, że to tymczasowe, niemniej nadal uciążliwe. Dlatego chciał w tej aptece koniecznie kupić viagrę i to nie tylko jedną paczkę dla siebie na najbliższy czas, ale zapasy na długo i dla swoich kolegów-koksów, borykających się z podobnym problemem, a nie chcących spowiadać się lekarzowi czy płacić grubych pieniędzy sebom co handlują sterydami i przy okazji viagrą xD Do tego potrzebni mu byliśmy my – wiadomo, że jakby on wiózł 20 paczek to mógłby mieć przypał na granicy, ale jak każdy z nas weźmie do torby po dwie to będzie luz. Zgodziliśmy się pomóc koledze będącemu w niedoli.

Paweł wbił do apteki, zaraz wychodzi i mówi, że normalna viagra droga jak ja pierdolę, ale farmaceuta mu polecił jakiś zamiennik z Chin czy Bliskiego Wschodu, podobno dwa razy lepszy, a jedynie 30zł za paczkę xD Nie chciał jednak ryzykować utopienia 600zł w wypadku, jakby ten zamiennik nie działał, więc wziął jedną paczkę na spróbowanie, a jak będzie ok to wrócimy i kupi jeszcze 19.

Poszliśmy do jakiegoś parku kontynuować libację. Paweł rozpakował chińską viagrę, paczka zawierała trzy saszetki z niebieskim żelem – nietypowe ale chuj, nauka idzie do przodu jak wiadomo. Rozerwał jedną, zjadł ten żel, pijemy alko i czekamy na efekty. Po 20 minutach zaciekawieni zaczynamy dopytywać

I JAK PAWEŁKU, STOI CI JUŻ?
NIE, JESZCZE NIE STOI ;___;

Jak to zazwyczaj bywa w takich sytuacjach, ktoś zauważył, że może więcej tego zeżreć trzeba, więc Paweł oszamał jeszcze jedną torebkę, a gdy i ta po kwadransie nie przyniosła oczekiwanego rezultatu dorzucił jeszcze jedną.

Wyglądaliśmy dosyć zabawnie. W parku w centrum Kiszyniowa stoi banda najebanych polaków, pije wódę, patrzy się jednemu schabowi na krocze i dopytuje, czy mu stoi fiut czy nie xDDD
Po jakiejś godzinie Pawełek się wkurwił, a my nie chcąc opuszczać towarzysza w niedoli postanowiliśmy iść solidarnie do apteki robić burdę o niezgodność produktu z opisem xD

Wpadamy do środka i z mordą na aptekarza w łamanym polsko-angielsko-mołdawskim, że jest chuj, świnia i oszust, bo Pawełkowi nie stoi, a powinien, bo w końcu 30zł zapłacił, a miało być dwa razy lepsze od zwykłej viagry. Typ zszokowany, nie kuma co się dzieje, inni klienci się patrzą jak na debili, jeden ziomek wymachuje aptekarzowi przed twarzą opakowaniem po tej chińskiej viagrze

HE ATE TRI PAKS BUT NO HARD, PANIEMAJESZ KURWA?!

tłumaczył pokazując na krocze Pawełka, który czy to ze wstydu, czy ze złości, się zrobił cały czerwony xD

Awantura trwała z 15 minut, w trakcie których udało nam się ustalić dwie podstawowe fakty:

1) Pawełek powinien był ten żel wsmarować w fiuta a nie zjadać XD
2) Najebani pomyliliśmy ulice i wbiliśmy do zupełnie innej apteki, stąd wielkie zaskoczenie tamtejszego farmaceuty XDDD

Aptekarz jednak okazał się pomocny i powiedział, że może przy zjedzeniu też zadziała a jak nie, to możemy do niego jutro przyjść to nam jakąś zniżkę ogarnie, jak takie duże zamówienie xD
Po tej porażce postanowiliśmy wrócić już do akademika.

Dopiliśmy co mieliśmy, gasimy światła, idziemy spać. Zasypialiśmy już, gdy w ciemnościach rozległ się strapiony głos Pawła

EEEEJ, CHŁOPAKI…
CO?
STOI MI…
NO TO CHYBA O TO CHODZIŁO
NO ALE MI JUŻ OD GODZINY NON STOP STOI I ZACZYNA BOLEĆ

O cie chuj xDDD (dosłownie xD) Uradziliśmy szybko, że najlepiej chyba będzie jak chłopak pójdzie pod zimny prysznic. Sprawę dodatkowo komplikował fakt, że w tym akademiku były wspólne łazienki dla całego piętra, no ale poszedł.

Jak go nie było pół godziny to się zmartwiliśmy i poszliśmy sprawdzić czy wszystko jest ok. W łazience zastaliśmy scenę doprawdy nietypową. Pod kiblem stało z 15 Mołdawian i prowadziło gorączkową dyskusję pokazując w kierunku jego wnętrza,
a w kiblu przy umywalce stał Pawełek na golasa i trzyma chuja pod kranem, bo jak się okazało nie mógł dłużej wytrzymać cały pod lodowatym prysznicem. Odpędzał się od ciekawskich mieszkańców akademika krzycząc FAK OFF KURWA, ROZUMIECIE? FAK OF!

Rozumiałem, że położenia Pawła było mało komfortowe, ale z drugiej strony rozumiałem też zaintrygowanie studentów mołdawskich, bo przecież niecodziennie na środku kibla stoi jakiś schab z innego kraju i moczy chuja w umywalce xDD
Trochę się wystraszyliśmy co robić, bo pawełkowe przyrodzenie już się zrobiło trochę fioletowe z tego wszystkiego, a przecież trudno dzwonić do Dimitru żeby nas zabierał do szpitala, bo kolega ma przedłużającą się niebezpiecznie erekcję w wyniku przedawkowania chińskiej viagry xDDD

Szczęśliwie po chwili moczenia Pawełkowi już opadł, na co powiedział, że brak erekcji nigdy nie przyniósł mu takiej ulgi xD

#takbylo #heheszki #podroze

3-tygodniowy trip…

3-tygodniowy trip Waw-Berlin-Quedlinburg-Norymberga-Innsbruck-Garda-Werona-Dolomity-Karlowe Wary-Waw ukończony!

Cały czas spaliśmy w samochodzie osobowym ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Jeszcze sporo relacji (obecnie z Alp) możecie zobaczyć w naszym stories na [instagramie] (https://instagram.com/neverendingtravel_pl )

#podrozujzwykopem #podroze #samochody #biwakowanie #camping #survival #wakacje

Dzień pięćdziesiąty….

Dzień pięćdziesiąty.

Poranek był słoneczny i po wczorajszym dniu oraz zimnej nocy chciałem poleżeć w coraz bardziej nagrzewającym się wnętrzu namiotu. Spakowany byłem dopiero chwilę przed dziesiątą. Przechadzająca się po ogrodzie pani w której ogrodzie się rozbiłem zaprosiła mnie na kawę i śniadanie. Śniadanie zdąrzyłem zjeść ale na kawę miałem ochotę. Chciałem też sobie zwyczajnie pogadać.

Poza kawą z mlekiem dostałem chleb, masło, żółty ser, sałatę, pomidory i ciasto. Nie potrafiłem sobie odmówić. Mimo, że byłem najedzony zrobiłem sobie kilka kanapek i wypiłem dwa kubki kawy. Jedząc i pijąc, na ławce w naturalnym szwedzkim ogrodzie pośród czerwonych domów i budynków gospodarczych, rozmawialiśmy ponad półtorej godziny. Opowiadałem o Szwecji, wadach i zaletach jakie widzę odwiedzając ten kraj. O wadach i zaletach Polski też opowiedziałem. O niej mogłem posłuchać z wzajemnością. Pani wizytowała nasz kraj bo ma znajomych. Wrażenia były pozytywne.

Ruszyłem i chciałem wrócić drogą przez las którą pokonałem ostatnie kilometry by szukać okularów. Niestety nie znalazłem. Znów zgubiłem. Chwilę poźniej zaczyna lekko padać ale szybko przechodzi.

Zaczyna mnie boleć głowa. Dość mocno. Przypominam sobie wtedy jak żona kolegi mówiła, że Szwedzi lubią mocną kawę. Możliwe jednak, że to tylko przypadek i bolała bo musiała sobie poboleć.

Na wykopie dostałem link do strony gdzie zaznaczone są miejsca do schronienia wzdłuż szlaków turystycznych. Jedno znalazłem pomiędzy Nyköping a Torsa i wybieram je jako cel dzisiejszej jazdy. Oddalone jest o prawie sto trzydzieści kilometrów i wiedząc, że wyjechałem dość późno wątpię w dojechanie. Tym bardziej, że ostatnio staram się poświęcać miastom więcej czasu niż dotychczas.

W Katrienholm wieje dość mocno i przeczywam, że będzie padać. Kręcę przez jakiś czas po ulicach, tradycyjnie podjeżdżam zobaczyć dworzec kolejowy i ruszam w dalszą drogę.

Przeczucia o deszczu okazują się trafne bo zaczynają się przelotne ale dość intensywne i coraz dłuższe opady. Gdy mam już przejechane dziewięćdziesiąt sześć kilometrów i wiem, że będę jechać w deszczu przez kolejne trzydzieści decyduję o zakończeniu jazdy i rozbiciu namiotu.

Trafiam na miejsce na skale nad jeziorem. Chyba nie mogę tu się rozłożyć, nie jestem pewny czy tabliczka o zakazie biwakowania obejmuje teren na którym rozbiłem namiot ale nie mam za bardzo wyjścia. Trochę wieje i jest głośno ale widok mam niesamowity.

#rower #podroze #szwecja #rowerovsky

Dziś mam dla Mireczków coś…

Dziś mam dla Mireczków coś innego, niż zwykle.

Historię postaci genialnej, człowieka, który w pewnym momencie miał u stóp cały świat, i od którego to momentu zaczął się jego powolny upadek. Upadek, któremu nie był w ogóle winny.

Bobby Fischer, bo o nim mowa, był jedną z najgenialniejszych postaci szachów w całej historii, człowiekiem, który w swoim najlepszym momencie najprawdopodobniej również dziś znalazłby się w czołówce światowych szachistów mimo tego, że nigdy nie miał okazji wspomagać się komputerem.

Bobby Fischer, postać genialna i tragiczna. Jego grób spoczywa w małej miejscowości Selfoss, położonej godzinę drogi od stolicy Islandii, Reykjaviku.

Co zrobisz, gdy osiągniesz wszystko? Bobby Fischer – dramat geniusza

Tradycyjnie cały wpis również poniżej:

———————————————–

Borys Spasski ma dość. Trwa właśnie przerwa w dwudziestym pierwszym meczu o Mistrzostwo Świata w szachach, ale panujący jeszcze mistrz postanowił nie kontynuować pojedynku i poddał partię. Jest ostatni dzień sierpnia 1972 roku w Reykjaviku i właśnie tutaj, w stolicy Islandii, dość zaskakującym miejscu, Bobby Fischer pokonał swojego przeciwnika 12,5-8,5 i sięgnął po tytuł szachowego mistrza świata. Osiągnął to, o czym marzył od momentu, gdy jako sześcioletni chłopiec zaczął uczyć się gry w szachy analizując instrukcję na odwrocie pudełka z bierkami. Niekwestionowany geniusz, który strącił z piedestału zawodników ZSRR, którzy wymieniali się między sobą mistrzowskim tytułem od ponad trzydziestu lat. Prezydent FIDE, Max Euwe, wręcza Bobby’emu czek i gratuluje wygranej. Fischer w swoim stylu najpierw rozrywa kopertę, sprawdza, czy suma na czeku się zgadza, i dopiero ściska wyciągniętą rękę byłego Mistrza. Cały Bobby.

Bobby Fischer
Po raz szósty w ciągu ostatnich czterech lat wita mnie port lotniczy w Keflaviku. To jedyne międzynarodowe lotnisko na Islandii, położone około 40 kilometrów od stolicy. To tutaj lądowali zarówno Bobby Fischer jak i Borys Spasski w 1972 roku, przybywając na mecz stulecia. Islandia wydaje się krajem pod pewnymi względami nieprzyjaznym – samotna wyspa położona na Oceanie Atlantyckim, tuż pod kołem podbiegunowym, dość często staje na drodze huraganom i sztormom toczącym się po wielkiej wodzie. Klimat jest tu bardzo surowy, temperatury niskie, a bardzo silne wiatry na porządku dziennym. Mimo to z uśmiechem na ustach żyje tu około trzystu tysięcy Islandczyków, potomków norweskich wikingów, którzy przybyli na wyspę w 874 roku.

Tak, w szachach jest zbyt dużo Żydów. Obniżają klasę tej gry. Wiesz, nie ubierają się dobrze. Nie lubię tego.
Bobby Fischer o Żydach, 1962

Po chwili oczekiwania zbieram bagaże, ładuję je do samochodu i ruszam w kierunku stolicy. Tym razem nie zatrzymuję się w Reykjaviku – wjeżdżam jedynie na obwodnicę i ruszam dalej na wschód. Po niecałej godzinie dojeżdżam do Selfoss i wchodzę do małego muzeum poświęconego pamięci wielkiego mistrza. Amerykanin ostatnie lata życia spędził na Islandii, krążąc bez celu po mieście autobusem miejskim, pogrążając się powoli coraz bardziej w swoich obsesjach. Kazał usunąć sobie z zębów wszystkie plomby, by uniknąć elektronicznej inwigilacji. W swoim islandzkim domu wszystkie okna wyposażył w kuloodporne szyby. Nie kupuje niczego, co zostało wyprodukowane w Izraelu. Nie ufa nikomu, nawet garstce najbliższych znajomych, którzy mu jeszcze pozostali, gdy choruje, nie pozwala się leczyć, do tego stopnia, że najbliżsi potajemnie dodawali mu do jedzenia morfinę, by choć trochę ulżyć mu w bólu. Ostatecznie umiera 17 stycznia 2008 roku, w wieku 64 lat.

Co sprawiło, że jeden z najlepszych szachistów w historii skończył zapomniany na dalekiej północy, rozgrywając jedynie kilkanaście oficjalnych partii przez ostatnich 30 lat życia?

Najmłodszy arcymistrz. Największy awanturnik
Młody Robert mieszkał w Nowym Jorku, gdy jako sześcioletnie dziecko znalazł pudełko szachów z dołączoną instrukcją. Szybko przyswaja zasady gry, przegrywa z siostrą kilka pierwszych partii, ale po chwili role się odwracają. Dla Bobby’ego szachy stają się wszystkim. Gra sam ze sobą, aż trafia do klubu na Brooklynie, gdzie przez następne lata powoli szlifuje swój talent. Szybko okazuje się, że jest dzieckiem ponadprzeciętnym – w wieku 13 lat wygrywa Mistrzostwa USA juniorów, dwa lata później zdobywa pierwsze Mistrzostwo USA i tytuł mistrza międzynarodowego, a chwilę później najwyższe szachowe odznaczenie – tytuł arcymistrza. Wydaje się, że kiepsko znosi nieliczne porażki, które odnosi, ale po każdej wraca i jest jeszcze mocniejszy. Bobby Fischer z przebojem wchodzi do czołówki światowych szachów, walczy jak równy z najlepszymi zawodnikami i otwarcie mówi, że już niedługo zostanie Mistrzem Świata.

Przede wszystkim musimy zrozumieć, czym jest komunizm. Dla mnie prawdziwy komunizm, komunizm sowiecki, jest w zasadzie maską dla bolszewizmu, która jest maską dla judaizmu.
Bobby Fischer o komunistach, 1992

Po drodze jednak wielokrotnie ujawnia się arcytrudny charakter młodego zawodnika. Fischer o wszystko się wykłóca, wszystko mu przeszkadza, wszędzie widzi spiski. Przeszkadzają mu przede wszystkim Żydzi i komuniści. W każdym turnieju walczy o jak najwyższe honorarium, a zarabianie pieniędzy wydaje się być drugim, obok szachów, sensem życia Fischera mimo, że niechętnie je wydaje. Nawet u schyłku życia, gdy mieszkał w Reykjaviku, nie jeździł taksówkami, bo uważał to za marnowanie pieniędzy, mimo posiadania milionów dolarów na koncie. Zrezygnował z udziału w niejednym atrakcyjnym turnieju, ponieważ nie zadowalała go wypłata. W trakcie niejednych zawodów stawiał organizatorom listę żądań z kilkudziesięcioma podpunktami, takimi jak wymiana oświetlenia, bierek, odsunięcie trybun od zawodników, usunięcie kamer z sali.

W 1967 roku w Tunezji odbywał się turniej międzystrefowy – przedostatni krok do meczu o mistrzostwo świata, który był głównym celem Fischera. Po siedmiu rundach Bobby miał na koncie sześć punktów i zdecydowane prowadzenie i wydawało się, że nikt nie może odebrać mu zwycięstwa i awansu – nikt, oprócz niego samego. Zaczęło mu przeszkadzać wszystko – nieodpowiednia klimatyzacja, fotograf i masa innych rzeczy, które spowodowały, że postanowił nie pojawić się na kolejnych partiach. Otrzymał jednego i drugiego walkowera, wycofał się z turnieju, później znów się pojawił, wygrał partię upokarzając swojego największego przeciwnika z USA, Samuela Reshevsky’ego, a następnie po raz kolejny zignorował turniej – aż otrzymał trzeciego walkowera i został z niego usunięty. I choć Fischer uznawany był za utrapienie, zwłaszcza organizatorów (na niejeden turniej postanowiono go nigdy więcej nie zapraszać, ze względu na fochy i wymagania), to szachiści przyznają, że czasem warunki gry były paskudne, nagrody mizerne, a to właśnie Bobby walczył o szacunek, profesjonalizm i zawodowstwo. Po latach Garri Kasparow przyznał, że najprawdopodobniej nigdy szachy nie były tak popularne, jak w 1972 roku, właśnie za sprawą Fischera. Ani wcześniej, ani później.

Mecz Stulecia w Reykjaviku
Robię przejażdżkę po Reykjaviku. Mijam lokalne lotnisko i hotel, w którym mieszkał Fischer w 1972 roku. W drodze powrotnej z centrum przejeżdżam obok największej lokalnej hali sportowej – Laugardalshöll. Obiekt ten został otwarty w 1965 roku, odbywa się tu mnóstwo koncertów, w 1995 roku rozegrano tu finał MŚ w piłce ręcznej. Dwadzieścia trzy lata wcześniej arena była świadkiem jeszcze jednego meczu o mistrzostwo świata – szachowego pojedynku pomiędzy Bobbym Fischerem i Borysem Spasskim, meczu, do którego o mały włos by nie doszło – za sprawą Amerykanina oczywiście.

To zakłamane dranie. W całej swojej historii Żydzi zawsze byli kłamcami. Są brudnymi, brudnymi, obrzydliwymi, podłymi przestępcami.
o Żydach, 1999

Datę rozpoczęcia meczu wyznaczono na 1 lipca 1972, ale kilka dni przed rozpoczęciem zmagań Fischer postanowił anulować swój bilet do Islandii i postawił organizatorom całą listę wymagań. Z finansowymi na czele. Problem pieniędzy rozwiązuje jeden z angielskich milionerów, który z własnych środków pokrywa dodatkowe 50 tysięcy funtów, które trafiają do puli nagród. Mimo to Fischera brakuje zarówno na uroczystej ceremonii otwarcia 1 lipca, jak i oficjalnym losowaniu następnego dnia. Nikt nie wie, czy Bobby w ogóle pojawi się na Islandii, ale prezes FIDE przesuwa termin rozpoczęcia meczu o dwa dni. Ostatecznie Fischer przylatuje 4 lipca i mecz rozpoczyna się tydzień później.

Pierwszy mecz Fischer przegrywa po swoim błędzie.

Drugi przegrywa, otrzymując walkowera, gdy nie stawił się na drugą partię, rozwijając listę swoich wymagań.

W końcu nadchodzi trzecia partia, w której Bobby po raz pierwszy w życiu pokonuje Spasskiego, po raz pierwszy od 1960 roku, gdy zagrali pierwszą partię. W meczu jest 2-1 dla radzieckiego Mistrza, ale z kolejnych siedmiu partii Amerykanin wygrywa 4 i remisuje 3, co daje mu olbrzymią przewagę. W sumie rozegrano 21 partii, a rywalizacja zakończyła się wynikiem 12,5-8,5 dla pretendenta.

Bobby Fischer został Mistrzem Świata, sięgnął po upragnioną koronę.

Powolny upadek

Są podludźmi. To szumowiny. Kiedy mówisz o Żydach, drapiesz dno beczki ludzkości.
o Żydach, 1999

Przez kolejne trzy lata Fischer gra coraz mniej. Odrzuca sporo ofert, nawet tych niesamowicie lukratywnych finansowo, co trochę dziwi. Apogeum jego braku aktywności jest jego decyzja o nieprzystąpieniu do obrony tytułu mistrzowskiego w 1975 roku, przez co Mistrzem Świata zostaje radziecki zawodnik Anatolij Karpow. Fischer rusza w podróż po świecie, odwiedza Filipiny, Indonezję i Indie i w końcu znika, pojawiając się na chwilę to tu, to tam. Cały zarośnięty zostaje zatrzymany przez policję w Kalifornii i trafia do aresztu. W sumie aż do 1992 roku zostaje praktycznie nieuchwytny, gdy pojawia się w Jugosławii, by na dwudziestolecie pojedynku ze Spasskim zagrać rewanż. Mecz kończy się wynikiem 10-5 dla Bobby’ego, ale Fischer krytykowany jest za średni poziom rozgrywanych partii i dodatkowo staje się ścigany w USA przez wjazd do Jugosławii, na którą ONZ nałożyło sankcje. Przez kolejne lata Bobby pomieszkuje trochę na Węgrzech, Filipinach i w Japonii. W końcu nadchodzi rok 2001 i pamiętny atak terrorystyczny na World Trade Center, po którym Fischer powiedział w wywiadzie dla filipińskiej stacji radiowej:

To świetna wiadomość. Popieram ten atak. USA oraz Izrael mordowali i rabowali Palestyńczyków przez lata i nikogo to nie obchodziło. Teraz Amerykanie dostali za swoje. Chciałbym, żeby USA zostało zmazane z powierzchni ziemi. (…) Ostatecznie biały człowiek powinien opuścić Stany Zjednoczone i czarni ludzie powinni wrócić do Afryki. Biali powinni wrócić do Europy, a kraj powinien zostać zwrócony amerykańskim Indianom. (…) Śmierć USA!

Chwilę później amerykański związek szachowy skreśla Fischera z listy członków, a dwa lata później ambasada USA unieważnia jego paszport. W 2004 roku próbuje wylecieć z Tokio na Filipiny, ale tam zostaje aresztowany i rozpoczęta zostaje procedura jego deportacji do USA. Bobby i jego przyjaciele próbują wszystkiego, by uratować go od powrotu do USA – zrzeka się obywatelstwa, występuje o obywatelstwo niemieckie, wielkie postacie jak Spassky piszą do prezydenta USA listy z prośbą o ułaskawienie. Wszystko na nic.

Do momentu, gdy do gry wchodzą Islandczycy.

Mały naród decyduje się nadać Fischerowi obywatelstwo Islandii i wysyła do niego ambasadora z paszportem. Po dziewięciu miesiącach aresztu szachista jest uratowany i odlatuje do Reykjaviku. Tutaj przez 3 lata żyje w spokoju, jeździ autobusami po mieście, słucha muzyki, czyta i, niestety, choruje. Odwiedzają go Borys Spasski, Viswanathan Anand, jego japońska żona Miyoko Watai. Ostatecznie umiera w szpitalu w Reykjaviku 17 stycznia 2008 roku, a jego ostatnim życzeniem było spojrzenie ostatni raz na portret zmarłej już matki.

Wychodzę z muzeum w Selfoss. Budynek jest mały, otwarty tylko trzy godziny dziennie i na dodatek latem, ale pełen doskonałych pamiątek po Fischerze, z którego Islandczycy są dumni. Zbaczam z głównej drogi i po dziesięciu minutach trafiam w okolice małego kościoła. Po chwili staję przed jasną płytą.

Robert James
Fischer
F. 9 mars 1943
D. 17 januar 2008

Płyta jest marmurowa, wcześniej stał tu tylko drewniany krzyż z tabliczką, na której dodatkowo napisane było hvíldu í friði, co po islandzku znaczy spoczywaj w pokoju. Tutaj, na Islandii, Fischer świętował największy sukces. Pokonał mistrza świata, był na ustach wszystkich, zdobił okładki gazet, to właśnie wtedy, 31 sierpnia 1972 roku szachy były popularne jak nigdy wcześniej i później, a Bobby osiągnął swój cel i spełnił największe marzenie. Wiele razy powtarzał, że jest najlepszym szachistą na świecie, i właśnie w Reykjaviku udowodnił to w stu procentach. Ponad trzydzieści lat później, pełnych tułaczki, dziwnych, niezrozumianych zachowań to właśnie tutaj, w Reykjaviku, Bobby odnalazł swój spokój. W stolicy i na cmentarzu w Selfoss. Tuż przed śmiercią, w szpitalu, wypowiedział ostatnie słowa:

Nic tak nie uzdrawia, jak dotyk człowieka.

———————————————–

Pozwolę sobie otagować: #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #szachy #podroze #islandia

IG / FB

#zwtravel

Wołam tylko tych, którzy plusowali odpowiednie komentarze przy poprzednich wpisach (lub są zapisani na listę na Mirkolistach). Jeśli nie chcesz być więcej wołany/a – zaplusuj odpowiedni komentarz niżej. Jeśli chcesz dołączyć do wołania – również zaplusuj odpowiedni komentarz niżej 🙂

Sporo osób się ostatnio…

Sporo osób się ostatnio interesowało wyjazdem na Ukrainę (a to Lwów a to Odessa a to jeszcze co innego), dlatego od razu dzielę się tym co nowego udało mi się znaleźć i ustalić, bo sam się tam wybieram.

Od 31 lipca ogłoszone zostanie nowe rozporządzenie, które wejdzie w życie 1 sierpnia i obowiązywać będzie do 31 sierpnia. Rozporządzenie dotyczy podziału kraju na 4 różne strefy epidemiczne.

1. Zielona – Obostrzenia niewielkie, maska 247 w budynkach użyteczności publicznej, komunikacja miejska zajęta w 50% i dystans społeczny
2. Żółta – To samo co zielona natomiast jest to już okres przejściowy (wskazujący na zmiany w 4 cechach, o których za chwilę), brak możliwości odwiedzania starszych osób w szpitalach.
3. Pomarańczowa – Kluby, knajpy i restauracje czy inne bary nie mogą działać w nocy (między 24 a 7), ograniczenia w działalności galerii handlowych i sklepów, reszta to co powyżej.
4. Czerwona – krótko mówiąc nie działa nic.

Cechy, które posłużą do oceny sytuacji epidemicznej:

1. Zajętość łóżek (zielona do 5%, pomarańczowa 5-50%, czerwona 75%+ – żółta nie jest określona, żółta fizycznie jako tako nie istnieje, to jest po prostu zielona + jedna cecha się zmienia i już macie żółtą strefę)
2. Ilość wykonanych testów (minimum 24 na 100 tysięcy ludności)
3. Dynamika zachorowań (10% i powyżej dzień do dnia będzie traktowane jako nagły skok)
4. Wykrywalność nie większa niż 11%

Za określenie strefy odpowiadać będzie w pełni zautomatyzowany program komputerowy, któremu dostarczane będą tylko dane, a on sobie sam obliczy i określi. Na razie żaden podział nie jest podany, pewnie jeszcze ze 3 dni poczekają zanim coś określą. Ponowne sprawdzanie następuje co 5 dni. Jeśli w przeciągu 5 dni stan którejś cechy się zmieni, to przydzielona zostaje inna strefa.

Ponoć (podkreślam ponoć, bo znalazłem to tylko na jednej stronie) w Kijowie już teraz obowiązują pewne obostrzenia dotyczące knajp, nie wiem, sprawdzę jak już tam będę i wrzucę drobną relację.

Wbrew temu co można było usłyszeć w TV lub przeczytać w internecie, sytuacja się wcale nie zmieniła i dalej można latać na Ukrainę. Czarnogóra wypadła z listy, ale to nie oznacza, że nie wolno tam latać, należy lecieć z międzylądowaniem albo po prostu jechać autem. Na Ukrainę natomiast można bez problemu latać, kwarantanny dalej nie ma.

Garść drobnych linków, które mogą się okazać przydatne dla zainteresowanych:

1. https://www.worldometers.info/coronavirus/country/ukraine/
2. https://phc.org.ua/kontrol-zakhvoryuvan/inshi-infekciyni-zakhvoryuvannya/koronavirusna-infekciya-covid-19
3. https://www.facebook.com/phc.org.ua
4. https://www.strazgraniczna.pl/pl/aktualnosci/8557,Koronawirus-zmiany-na-granicy.html

#ukraina #koronawirus #podroze

Dzień czterdziesty dziewiąty….

Dzień czterdziesty dziewiąty.

Obudziłem się później niż zwykle bo o piątej. Kolor namiotu wyraźnie pokazywał, że jest pochmurno. Ważne, że nie padało. Przeleżałem godzinę i zacząłem się pakować. Ruszyłem, kierując się do Askersund, o siódmej dwadzieścia jeden.

Podjąłem walkę z nierówno ułożonymi oponami przez które jechało się trochę jak na koniu. Upuściłem trochę powietrza by przejechać kawałek i dać im się ułożyć. Upuściłem za dużo przez co felga uszczypnęła dętkę w dwóch miejscach. Mając dość duże łatki podjąłem się próby załatania. Nie chciałem wykorzystywać zapasowej dętki. Udało się choć nie wiem jak długo wytrzyma i przy najbluższej okazji kupię drugą dętkę na zapas.

Gdy dojeżdżam do Askersund wszystkie znaki mówią mi, że będzie padać. Spędzam prawie godzinę pod wiatą w porcie, gdzie organizuję resztę dnia. Sprawdziłem rozkład chmur i pogodę. Nie zapowiadali Słońca. Pojechałem na zakupy i szybką objazdówkę ulicami po której ruszam w stronę Hallsborga by podjąć wyścig i dotrzeć przed deszczem. Liczę, że zdąże.

To, że się przeliczyłem okazuje się bardzo szybko. Wiatr wiejący w odwrotną stronę do kierunku w którym przemieszczały się chmury znacznie utrudnił mi wygraną. Nawet gdyby wiał w plecy to by nic nie dało.

Zaczyna padać a ja wjeżdżam pod dach pierwszej napotkanej stodoły. Wiedząc, że cały dzień będzie padać postanawiam jednak jechać. To dobra decyzja bo opad nie był silny a czekając aż przejdzie straciłbym dużo czasu. Tak myślałem przez pierwsze kilkanaście kilometrów.

Coraz częściej i mocniej padające deszcze i ciągłe poszukiwanie miejsc pod dachem których nie znajduję, na dystansie czterdziestu kilometrów wprowadzają mnie w stan kryzysowy. Mam ochotę zakończyć podróż która i wrócić do domu na łóżko ale po ponad godzinnej przerwie którą spędzam na przemyśleniach pod dachem dworca w Kumla postanawiam jechać dalej. Chyba przez dwa tygodnie pobytu w domku się rozleniwiłem.

Jadę więc w kolejnym deszczu który zaczął padać chwilę po tym jak dworzec opuściłem. Nie robi on na mnie szczególnego wrażenia. Chciałem szybko znaleźć miejsce noclegowe ale gdy deszcz ustał, wyszło Słońce i niebo oczyściło się z chmur miałem warunki do dokręcenia paru kilometrów. Przejeżdżam je przy coraz niższym Słońcu rzucającym ostrym pomarańczowym światłem dającym niespotykaną rewię barw na polach, drzewach i pozostałych coraz mniej licznych chmurach.

Miałem problem ze znalezieniem miejsca pod namiot i przed dwudziestą drugą musiałem już szukać szczęścia u gospodarza. To udało się bardzo szybko. Trafiłem na świetne miejsce na dużej połaci trawy nad stawem.

#podroze #rower #szwecja #rowerovsky

Cześć. Prowadzę sobie fanpage…

Cześć. Prowadzę sobie fanpage podróżniczy „Gdzie By Tu Pojechać? i stworzyłem mapkę z miejscami o których coś tam opisałem. Robię ją już grubo 2 lata, ale jakoś nie było okazji się pochwalić. Teraz gdy dochodzę do 2 tysięcy polubień zapraszam was na nią, może znajdziecie tam jakieś miejsca w swojej okolicy o których nie wiedzieliście. Mapka nie jest imponująca, bo ma zaledwie ponad 200 punktów, ale z każdym tygodniem się powiększa o nowe znaczniki.LINK DO MAPY #mapporn #podroze #polska

W 1995 roku małżeństwo…

W 1995 roku małżeństwo Brazylijczyków polskiego pochodzenia – Silverio Kuszkowski i jego żona, Silvana Kasmierski, zakładają firmę odzieżową. Po kilkunastu latach firma znana jest w całej Brazylii, a małżeństwo postanawia wydać kolekcję wykorzystującą piękny, polski haft. Kolekcja staję się hitem, a ich firma wkracza do czołówki odzieżowych firm „Made in Brazil”. Bardzo ciekawa historia, no i przede wszystkim, piękne ciuszki! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zapraszam do wykopywania znaleziska: Polska kolekcja ciuchów podbija Brazylię!

#podroze #podrozemateoaka #brazylia #ciekawostki #podrozujzwykopem #sladamipolonii