@kiedys_zrobie_8a: Ostatnio…

@kiedys_zrobie_8a:
Ostatnio pisałem o butach, mając sporo czasu napiszę teraz coś o plecakach. Tekst jest raczej kierowany do początkujących górołazów.

Plecaki są kolejną bardzo ważną rzeczą które zabieramy w góry. Podzieliłbym je na jednodniowe, weekendowe i wyprawowe. Różnią się przeważnie konstrukcją, systemem nośnym, ilością przytroczeń, pasów etc. Plecak jednodniowy to dość szerokie określenie – są plecaki za 15 zł w decathlonie, są za 300 zł w sklepach internetowych. Te najtańsze zwykle nie mają pasów, mają jedną lub 2 kieszenie i możemy do środka spakować butelkę wody, kanapkę i jakąś małą kurtkę. Te plecaki mogą się sprawdzić latem, gdy np nocujemy w Zakopanem i robimy sobie wycieczki do Moka, nad Czarny Staw, czy w miejsce, gdzie możemy np zjeść obiad – czyli tam, gdzie nie musimy wszystkiego nosić ze sobą. W przypadku dłuższych wędrówek sprawa ma się zupełnie inaczej. Jak wtedy dobrać plecak? Zacznijmy od tego, co plecak może mieć i kiedy nam się to przyda.

Dopasowanie: plecaki, tak jak spodnie, kurtki, buty etc. są często podzielone na damskie i męskie. Dodatkowo mają też różne rozmiary, od S do XL. warto się tym kierować, bo często te plecaki będą lepiej dopasowane do naszej sylwetki.

Pojemność: plecaki do ok 50l są zwykle uważane za plecaki weekendowe. Co to znaczy – spakujemy się w nie na letni, weekendowy, jedno-nocny biwak (z przytroczonym do niego np namiotem). Damy radę też spakować się do niego na 2-3 dniową wędrówkę po schroniskach, a przy pewnym obeznaniu nawet kilkudniową.
Plecaki 50-90l to plecaki wyprawowe. Sprawdzą się na długie przejścia, gdzie sami gotujemy, śpimy w namiocie, wszystko musimy mieć ze sobą. Dobre na kilkunastodniowe wędrówki z dala od cywilizacji.

System nośny: Plecaki wyprawowe prawie zawsze są wyposażone w stelaż, który zapewnia nam sztywność. Zwykle jest on aluminiowy i schowany/wszyty wewnątrz plecaka. Mają wygodne, szerokie pasy biodrowe i ramienne z mnóstwem regulacji, oraz pas piersiowy. Zapięcie wszystkiego powoduje, że gdy mamy na sobie plecak, nie porusza się na nas, nie zsuwa się na boki. Wyjątkiem często bywają plecaki/wory wspinaczkowe – te są zwykle miękkie i dają się zwinąć w rulon, żeby można było schować jeden w drugi. Wymaga to umiejętnego spakowania takiego plecaka.
Plecaki weekendowe czasem nie mają stelaży – są na tyle niskie, że zachowują sztywność bez niego, są też lżejsze. Warto zadbać jednak o szerokie pasy biodrowe i ramienne. Taki plecak często trzeba przymierzyć, bo im mniejszy plecak, tym częściej może nie być dopasowany do nas.

Kieszenie, komory, uchwyty: Jeżeli to możliwe, warto wybrać plecak z dwoma komorami. Ułatwia to np rozdzielanie czystych rzeczy od brudnych, ubrań od sprzętu biwakowego etc. Dużą wygodą są kieszenie siatkowane z boku na np termos i kieszenie w pasie biodrowym na np telefon i portfel. Plecaki często mają komorę główną, 2 kieszenie po bokach i kieszeń na pokrywie komina. To bardzo uniwersalne rozwiązanie, nie trzeba szukać plecaka z nieskończoną ilością kieszeni – przecież rzeczy w nim i tak musimy od siebie oddzielać, a powyższe rozwiązanie pozwala mieć potrzebne rzeczy na wierzchu.
Uchwytów też nie potrzebujemy nieskończonej ilości, tylko dobranej do naszych potrzeb (im więcej kieszonek, tym większa waga plecaka). W mniejszych wystarczą pętelki na kije trekingowe. W tych dużych będziemy często potrzebować troków do przyczepienia np namiotu. Warto dbać o to, by spakować jak najwięcej rzeczy do środka, a jak najmniej przyczepiać. Po pierwsze mniej rzeczy podatnych na zgubienie, po drugie nie wyglądamy jak cygański tabor mobilny 🙂
Przy plecakach wspinaczkowych warto zwrócić uwagę na szpejarki w pasie biodrowym i uchwyt na kask.

System wentylacji: Zasadniczo są dwa rodzaje – poduszki na plecach ułożone w taki sposób, by zapewniać przewiew, lub siatka dystansująca. Każde rozwiązanie ma wady i zalety. Poduszki gwarantują nam prostą tylną część plecaka, ale są mniej przewiewne. Siatka dystansująca daje lepsze „chłodzenie” ale powoduje wykrzywienie tylnej części plecaka, zatem uważniej musimy się pakować.

Specjalizacja: często plecaki są dedykowane na jakąś aktywność, porę roku. Np alpinistyczne mają możliwość przytroczenia 2 czekanów, są lepiej dopasowane gdy mamy na sobie uprząż. Narciarskie mają poduszki lawinowe. Rowerowe mają wyżej pas biodrowy etc. Warto zapoznać się z tym i kupić plecak odpowiedniego przeznaczenia.

Bajery: z rzeczy wartych uwagi – bryzgoszczelne zamki, kieszeń na bukłak/camlebak i pokrowiec przeciwdeszczowy.

Zatem jak kupić plecak? Należy iść do sklepu. Sklepy mają często obciążone plecaki, prosimy o możliwość przymierzenia. Luzujemy wszystkie regulacje. Zaciskamy pas biodrowy tak żeby był wygodny, potem regulujemy pasy ramienne. Teraz próbujemy kilka razy wejść i zejść po schodach (jeżeli są w sklepie). Ważne, by nic nas nie uwierało, nie uciskało, nie było krzywo.
A jak dobrać plecak? Przemyślmy do czego go będziemy używać. Nie kupujmy za małego plecaka, bo nie spakujemy wszystkiego. Za duży będzie sporo ważył, a luźny, w którym coś lata jest niewygodny. Pamiętajmy, że plecak też swoje waży, zwróćmy na to uwagę, bo być może staramy się kupować sprzęt ultralight, a plecak mamy ciężki. Przymierzając plecak w sklepie warto pytać sprzedawcę o pomoc. Często się znają, mogą coś doradzić.

#gory #tatry #trekking #podroze #dobierajsprzetgorskizwykopem #polskiegory #plecak

Idąc śladem naczelnego…

Idąc śladem naczelnego stópkarza kulejarstwa, dziś i ja tutaj je postuję( ͡° ͜ʖ ͡°)

Ostatni dzień miesiąca, ostatnia służba w tym miesiącu. Teraz jeszcze tylko dziesięć w lipcu i urlop… Ale to miał być inny urlop. Miałem czekać z niecierpliwością na Pol’and’Rock festiwal, jarać się koncertami, być dynamiczniakiem, a tu nici… (╥﹏╥) Łączcie się ze mną w bólu

Wracam do domu, kończę robić zaprawy, trochę CoD’a i tak dzień minie. Ahőj pszygodo.

A dziś/
7102 LECH pomocnik
05:53 Poznań Główny – Warszawa Wschodnia 09:26
18153 LATARNIK pasażer
09:35 (+1) Warszawa Wschodnia – Poznań Główny 13:42 (plan)

#atencyjnymaszynista #100twarzykolejarzy #pkp #intercity #kolej #pociagi #podroze #stopy #poznan #warszawa

Kto kupował bilet PKP ten w…

Kto kupował bilet PKP ten w cyrku się nie śmieje 😀

1. Chcesz usiąść obok Żony? Nic prostszego! Wystarczy, że znajdziesz opis składu z listy PDFów na stronie https://www.intercity.pl/pl/site/dla-pasazera/kup-bilet/pociagi-i-stacje/zestawienia-pociagow.html, bo oczywiście jeśli jedziesz czymś innym niż Pendolino, to nie można pokazać miejsc podczas zakupu. Ale nie możesz tak po prostu kupić sobie dwóch miejsc obok siebie, bo musisz najpierw dodać jeden bilet do koszyka, a następnie wyszukać od nowa to samo połączenie i wpisać ręcznie miejsce dla drugiego biletu.
2. Chcesz kupić miejsce leżące? Łatwizna! Wybierz po prostu „wagon sypialny”, następnie wybierz „wagon męski / damski” (super opcja, jeśli jesteś hetero), później przedział (1/2/3 osobowy), a na końcu otrzymasz komunikat w stylu „niezgodność zestawienia xxx, spróbuj ponownie”.
3. Chcesz kupić bilet na kolejnej karcie? Na szczęście programiści PKP zadbali o to, abyś nie mógł tego zrobić. Nie myśl sobie, że przygotujesz dwa formularze do równoczesnego wysłania w związku z podpunktem 1. – to byłoby zbyt proste 😀
4. Kupujesz bilet będąc niezalogowanym? Super! Po zalogowaniu utworzy się nowa sesja i będziesz musiał wybierać wszystko od nowa.
5. Pójdziesz się wysikać? Spokojnie! Twoja sesja wygaśnie (dla Twojego bezpieczeństwa) i będziesz mógł zacząć wszystko od nowa.
6. Użyjesz przycisku „wstecz”? Super, już nie odzyskasz sesji, bo kupowanie biletu jest niczym transakcja bankowa, a nasi programiści nauczyli się wczoraj obsługiwać POST.
7. Nasi programiści prawie w ogóle nie używają też AJAXa, no bo po co wyświetlić komunikat przed wysłaniem całego formularza? Lepiej wysłać cały formularz, a po kliknięciu „spróbuj ponownie” wykasować wszystkie ustawienia. No ale zawsze możesz wcisnąć WSTECZ, który nie zadziała.
8. Jeśli zarabiasz więcej niż 1000 euro miesięcznie i chcesz pojechać sobie na daleką wycieczkę zagraniczną np. do Ostrawy, to dla Twojego bezpieczeństwa i Twojej wygody cenę połączenia sprawdzisz w kasie.
9. Jeśli w wyszukiwarce wpiszesz OD: POZNAŃ DO: WADOWICE, to okaże się, że POZNAŃ jest niejednoznaczne. Nawet jak wpiszesz POZNAŃ GŁÓWNY, to i tak musisz skasować jedną literę i wybrać POZNAŃ GŁÓWNY z listy rozwijanej, bo inaczej nie wyślesz formularza.

SUPER WYGODNY SERWIS, BIURWO!
#pkp #podroze #kolej #polska

Tydzień temu pisałem że…

Tydzień temu pisałem że jestem w Chorwacji i jak ktoś ma pytania to napiszę podsumowanie.

Napisałem i zapraszam do znaleziska Koronawakacje w Chorwacji – jak wygląda podróż i wakacje w Europie w trakcie pandemii

Jeśli macie jakieś pytania to piszcie tam śmiało, mam trochę doświadczenia w podróżach samochodem po Europie więc może będę umiał pomóc.

Pozdrawiam,
MG78

#roadtripbus #podroze #pokazmorde

Dzień dziewiętnasty. Spałem…

Dzień dziewiętnasty.
Spałem krótko bo około cztery godziny. Wczorajszą relację pisałem długo, wzięło mnie na filozofie a potem jeszcze walczyłem z dodawaniem zdjęć, co mi się nie udało i zrezygnowałem z publikacji. Nie mogłem zasnąć a ostatnią godziną jaką pamiętam z zegarka to 1:06. Dziś będzie surowo i chronologicznie.

Tradycyjnie chciałem ruszyć jak najwcześniej rano. Chwilę po piątej gdy wyszedłem z namiotu gęsta dobrze utrzymana trawa trzymała ogromne ilości rosy. Chodziłem więc w klapkach nabierając w nie tę wodę razem z resztkami skoszonej trawy. Namiot był w cieniu i musiałem szybko wyciągnąć wszystko ze środka, wyciągnąć śledzie i przenieść go na Słońce które nie świeciło jeszcze mocno. Po tylu dniach podróży wiele czynności mam już dobrze zorganizowanych i zajmują mi mało czasu jednak namiot do wyschnięcia o tej porze częst potrzebuje około godziny. Obracam go we wszystkie strony i gdy wszędzie jest suchy zwijam go. Dziś częściowo to suszenie poszło na marne bo musiałem go zwinąć na mokrej trawie. Zwijam go inaczej niż fabrycznie, tak, że mokra jest tylko podłoga czyli część najbardziej odporna na wodę. Pewnie wielu i tak to wie. Nie będę się wymądrzać. Wczoraj wspomniałem, że na śniadanie dostałem kilka łyżek kawy. Gdy kończę zwijać namiot jestem po dwóch kubkach bardzo mocnej i świadomością orbituję gdzieś wokól odległej planety. Zgubiłem magiczne, żółte okulary i przez ich szukanie ruszam ze sporym opóźnieniem bo dopiero po ósmej.

W Górowie Iławieckim organizuję śniadanie. Miejsca nie szukałem długo. Ogólnodostępna tężnia solankowa przy Stawie Garncarskim którą zauważyłem po wyjściu ze sklepu wydała mi się świetnym miejscem. Potem żałowałem, że nie wybrałem wiaty bo tężnia nie osłaniała przed Słońcem i z gorzkiej czekolady zrobiła mi się zupa. Gdy kończę jeść jest dziesiąta.

Z Górowa chcę się przedostać do Pieniężna. Prowadzi tam trasa Green Velo. Gdy na nią wjeżdżam okazuje się, że prowadzi po rozebranej linii kolejowej. Będzie więc płasko i prawdopodobnie w nieciekawych terenach. Nie mylę się. Dodatkowo o tej godzinie promienie słoneczne układaja się wzdłuż szlaku przez co nie pada tam cień drzew. Gdy po pierwszych kilometrach robi mi się słabo od temperatury i nie mam na czym zawiesić oka, szybko szukam alternatywnej drogi. Ta prowadzi przez wieś Bukowiec. Początkowo po trylince, potem płytach betonowych, podkładach kolejowych by zmienić się w błotnistą, pełną kałuż polną drogę. Znów blokowały mi się koła. Cóż, przynajmniej nie było nudno a drzewa rzucały cień na drogę a nie obok.

Do Pieniężna docieram wycieńczony bo kilka ostatnich kilometrów pokonuję łąkami a Słońce pali bezlitośnie. Po kilkudziesięciu minutach spędzonych pod wiatą lodziarni ruszam zobaczyć miasto. To nie robi na mnie wrażenia do jakiego przywykłem już przez ostatnie dni. Łączy wady Mazowsza i zalety Mazur co daje osobliwą mieszankę kościoła z cegły, otynkowanego na kolorowo bloku z wielkiej płyty i dziurawej drogi asfaltowej.

Za Pieniężnem ponownie wjeżdżam na Green Velo i szybko zaczynam myślec czemu ta trasa jest tak poprowadzona. Te rejony mają tyle do zaoferowania a ja gdy tylko na nią wjadę przypomina mi się równie urokliwa autostrada Warszawa – Poznań. Nie wnikam, jakoś przejadę. Chciałem uciec i pojechać na Elbląg. W Elblągu na starym mieście jest cukiernia którą odwiedzam zawsze gdy tam jestem. Przejechałem jednak skrzyżowanie i gdy to zauważyłem byłem jakieś trzy kilometry dalej. Nie lubię wracać tą samą drogą więc zmieniam kurs na Braniewo. Braniewo robi na mnie trochę lepsze wrażenie niż Pieniężno ale nieznacznie.

Kolega którego poznałem kilka dni temu napisał dziś do mnie, że przepłynął promem z Fromborka do Krynicy Morskiej. Ostatni prom odpłynął gdy byłem jeszcze daleko więc przedostać się do Krynicy bym nie mógł. Pamiętam jednak, jak mój brat dawno temu zbierał karty telefoniczne. Jedna z nich przedstawiała monumentalną bazylikę właśnie z Fromborka. Wpatrywałem się w tę kartę wielokrotnie. Wtedy to jego zwiedzenie stało się jednym z moich turystycznych marzeń. Dziś dzięki przypadkowi je zrealizowałem.

Była godzina osiemnasta gdy zacząłem szukać noclegu. Ten znalazłem w nieodległym Tolkmicku. Jadąc spokojnie kolega ponownie napisał, że znalazł pole biwakowe w Sztutowie. Oceniłem odległość na 50 kilometrów. Mam trzy godziny. Wpada mi do głowy szalony plan dotarcia tam i szybko przechodzę do realizacji. Gnam przez las by w Tolkmicku wjechać na asfalt i tam gnać jeszcze bardziej. Znacznie utrudniają to jednak strome podjazdy na których nie mogę przekroczyć 13 km/h.

Gdy w Nowakowie próbuję połapać się na mapie w gąszczu ślepych zaułków i niepływających promów w rejonie Kanału Elbląskiego, Cieplicówki i Nogatu zaczepia mnie kolaż pytając czy czegoś nie potrzebuję. Wiedząc, że nie dotrę do Sztutowa mowię, ze miejsca na rozbicie namiotu a po takim dniu najchętniej cywilizowanego pola namiotowego. Takie jest dziesięć kilometrów dalej w Elblągu a kolega mówi, że mnie zaprowadzi. Ruszamy. Aby nie nudził się za bardzo ze mną staram się trzymać tempo między 25 a 30 km/h. Całą drogę rozmawiamy i mam wrażenie że docieramy bardzo szybko. Ostatnie kilometry są zdradliwe pod tym właśnie względem, że wydają się dłużyć w nieskończoność. Nie tym razem.

Jeszcze przed celem widać błyski na niebie. Gdy po rozłożeniu namiotu widzę na niebie wał szkwałowy, szybko biorę prysznic ale nie zdążam wrocić przed dotarciem burzy. Ta jest niezwykle silna. Wiatr pchał wodę do środka namiotu przez zamknięte wywietrzniki. Zjadłem, więc kupione na śniadanie serki wiejskie by puste opakowania rozłożyć na podłodze jak miskę pod cieknącym dachem.

Dobrze, że trafiłem na tego kolarza. Nie chiałbym tej burzy spotkać gdzieś w namiocie rozbitym na dziko. Tu na polu byłem osłonięty płotem a i tak wiatr podrywał wszystko do góry.

Prawie w ogóle nie robiłem dziś zdjęć. Bezduszne, płaskie światło południowego Słońca jest mało plastyczne.

134 km.

#podroze #rower #rowerovsky

Kilka(set) słów prawdy o…

Kilka(set) słów prawdy o Murzynach autorstwa Kazimierza Nowaka z książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, która ukazała się za pośrednictwem wydawnictwa DM Sorus. Książka została opracowana przez Łukasza Wierzbickiego, który zebrał listy Kazimierza Nowaka w całość. Książka jest bardzo ciekawa, a do tego zaskakująco aktualna, choć relacje pochodzą z lat 1931-1936.

Wybrałem tylko garstkę fragmentów, które obnażają „inteligencję” Murzynów oraz ich mentalność jednak nawet ta próbka pokazuje gdzie leży problem z czarnymi i dlaczego ustępowanie im jest destrukcyjne zarówno dla nas jak i dla nich.

Fragmenty książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” Kazimierza Nowaka redagowana przez Łukasza Wierzbickiego:
___________________________
„W ogóle trudno sobie wyobrazić, ile Murzyn potrafi zjeść. Zatrzymany kiedyś ulewnym deszczem (…) stałem się świadkiem uczty trzech starców, której rezultatem było zjedzenie całego wołu, i to w ciągu zaledwie trzech dni! Jedli, piekli, gotowali i jedli, a ich tatuowane brzuchy rozdęły się potwornie, jednak nie pękły.

Jeść dużo, obojętnie co – to rozkosz Murzyna, a potem położyć się w cieniu strzechy i trwać bezmyślnie godzinami. I mieć dużo żon, a potem dużo dzieci, które przeważnie w młodym wieku umierają ze względu na klimat, a także z powodu braku wszelkiej opieki, jak również z chorób wenerycznych, które po rodzicach dziedziczą. Do tych licznych rodzin dochodzą jeszcze niewolnicy, którzy sami dobrowolnie sprzedają się, niewolnictwem swoim spłacając zaciągnięte długi.

Tutejszy Murzyn to duże dziecko. Wystarczy przypatrzyć się, co robią z pieniędzmi w dzień wypłaty. Idą do sklepów i cokolwiek zobaczą kolorowego, kupują bez specjalnej potrzeby: chustki ze sztucznego jedwabiu, biżuterię z kauczuku, korale, przywożone z Europy stare ubrania, lusterka, łańcuszki, wszelką najgorszą tandetę. Biorą, płacąc każdą żądana cenę. A gdy który trochę więcej grosza naraz do ręki dostanie, kupuje nową żonę.

Murzyn nie zna troski o jutro, w ogóle o niczym nie myśli. Jest to bowiem naród, który potomnym nigdy nic nie pozostawiał, a można przekopać całą Afrykę murzyńską i żadnego śladu po zmarłych się nie znajdzie. Żyją w kapanach z chrustu, jak przed wiekami, tak samo jak ich praojcowie nago chodzą, a dziś, gdy warunki im się trochę polepszyły, kupują biżuterię kauczukową i trwonią pieniądze.

(…)
Ogólnie trzeba korzystać z usług tłumaczy, bo Murzyn, widząc człowieka, który go nie rozumie, staje się butny i trzeba mieć dużo zimnej krwi, aby nie doszło do bójki, która przy bezwzględnej większości czarnych mogłaby się skończyć tragicznie.
Nieprzyjemna sytuacja spotkała mnie w osadzie Adrange. Skradziono mi aparat fotograficzny, co było dla mnie ciosem nad wyraz dotkliwym. Do złości dołączyło uczucie wstydu, że dałem się okraść w biały dzień – złodzieje wybili okno, podczas gdy ja siedziałem przed drzwiami i gotowałem kolację. Obiecywałem znaleźne, ale Murzyni wzruszali tylko ramionami. (…)

(…) Murzynki całe dnie poświęcają układaniu najbardziej fantastycznych fryzur, szytych, klejonych kałem lub układanych niby rogi bawołu, antylop czy innych zwierząt. Może mają one swój urok i murzyński sens estetyczny, ale nieraz śmieszą raczej, a dla samych kobiet bywają torturą, siedliskiem pasożytów i brudu (…)

(…) Mistrz ceremonii, władca dusz tej pogańskiej gromady dzikusów, unosi w dłoniach dwa narzędzia: kawałek drewna, rodzaj klina i zwykłą siekierkę murzyńską. Dziewczyna siedząca przed czarownikiem otwiera szeroko usta. Do górnych zębów mistrz przykłada klin, którego szerokość odpowiada szerokości sześciu zębów. Jedno uderzenie siekierką w przeciwny koniec klina – dalej uśmiechnięta dziewczyna wypluwa razem z krwią sześć zdrowych, pięknych, białych zębów. (…)

(…) Taki czarownik jest jedynym autorytetem Murzyna i bez jego wskazówek tubylec nie zrobi ani kroku. Hiena idzie za węchem, szakal, choć bojaźliwy, łapie uchem każdy dźwięk i idzie nieomylnie w stronę żeru, a Murzyn? Wybierając się na polowanie, przede wszystkim wstępuje do czarownika, aby zakląć swą dzidę i uzyskać amulet. A choć go potem bawół poszarpie rogami, nie ma żalu, że polowanie się nie udało, bo czarownik zawsze mu wytłumaczy, kto w tym wypadku poniósł winę, czy jakiś przodek zmarły, czy zły duch, czy wreszcie sam łowca. (…)

(…) Oto są bowiem w Afryce także dziwni biali, którzy dają, zamiast brać. Uczą wiary w jedynego Boga, a także jak pracować. Idzie to opornie, bo Murzyn od stworzenia świata nigdy dla siebie nie pracował. Może jednak czarni obudzą się w końcu. (…)

(…) Aby się o tym przekonać, wystarczy przypatrzyć się Murzynom w dniu wypłaty. Wprost od kasy zdążają ku sklepom, łącząc się po drodze z czekającymi już na nich żonami czy przyjaciółkami. Posiadając kilkanaście szylingów w garści, chcieliby zakupić wszystkie towary w sklepie. Oglądają koce, bieliznę, jedwabie, gramofony, zegarki i taniutką biżuterię czeską. Wybierają, przebierają, grzebią między towarami, każą sobie pokazać jak wygląda pięć jardów jakiegoś materiału, a w końcu kupują to, co najbardziej nęci ich wzrok, a najmniej potrzebne jest im do życia.
(…) Przyglądałem się scenie kupowania trzewików. Klient obejrzał dziesięć par, każdą przymierzył, obejrzał nogę w lustrze, w końcu wybrał jedną parę trzewików i zapytał o cenę. – Dwadzieścia pięć szylingów – odrzekł kupiec. Murzyn dał dziesięć szylingów, kupiec opuścił na dwadzieścia i targ trwał prawie godzinę, aż w końcu Murzyn zabierał się do wyjścia, by szczęścia popróbować w innym sklepie. To oczywiście oznaczało stratę klienta, kupiec więc szybko przyjął dziesięć szylingów i zapakował towar w ładny karton, owinął we wzorzysty papier, przewiązał jaskrawą wstążką i wręczył Murzynowi, który natychmiast wyszedł ze sklepu. Nie upłynęło nawet pół godziny, a czarny wbiegł do sklepu zdyszany i uderzając się ręką po prawej nodze, wyjąkał: – Panie, na tę nogę nie ma trzewika, nie ma trzewika, panie! Kupiec na to stwierdził z całym spokojem, że rzeczywiście trzewika tego nie ma, bo przecież klient zapłacił tylko za jeden, a nie za dwa, i żąda dopłaty pięciu szylingów, na co Murzyn zgadza się oczywiście, bo przecież lewy trzewik ma już na nodze.

Inny klient kupował nici, ale zastrzegł sobie, że chce taką szpulkę, na której mało jest drzewa, a dużo nici. Kupiec prezentował różne szpulki, ale nie mógł kupującego przekonać, że ta właśnie ma tyle a tyle jardów nici. W końcu zaproponował Murzynowi wypróbowanie długości. Klient wziął w palce koniec nitki i ruszył w stronę wzgórz oddalonych od sklepu o kilka kilometrów. Szedł i szedł, a nitka ciągnęła się za nim, nie wiedział bowiem, że kupiec odciął ją i szpulkę odłożył na półkę. Dopiero pod wieczór chłopak powrócił zadowolony z długości nici, kupił szpulkę, ale zapłacić musiał za dwie, bo pierwszej nie przyniósł z powrotem! Wieczorami w dnie wypłaty odbywa się zawsze zabawa, urządzana za resztę nie wydanych jeszcze pieniędzy. Do rana słychać wtedy huk bębnów, wszyscy tańczą, radują się życiem, bo na co im pieniądze? Podatek już zapłacili, jutro dostaną codzienną kaszę, za tydzień znowu będzie wypłata.”
___________________________
#ksiazki #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #rowery #podroze #socjologia #takaprawda #4konserwy #bekazlewactwa

Książkę można kupić m.in. na Legimi: https://www.legimi.pl/ebook-rowerem-i-pieszo-przez-czarny-lad-kazimierz-nowak,b153800.html

Træna – norweskie miasto i…

Træna – norweskie miasto i gmina leżąca w regionie Nordland

pokaż spoiler zdecydowanie za dużo tam kobiet ( ͡º ͜ʖ͡º) (231 Pań na 213 mężczyzn) => w sumie tylko 444 mieszkańców

#earthporn #estetyczneobrazki #exploworld #azylboners #norwegia #podroze #gory

Kurwa co to ma być jakaś…

Kurwa co to ma być jakaś laska mi nogi położyła na udzie i ci gorsza na upomnienie reaguje tylko usunęła i usmiechnieta śpi, jeszcze chwile i bedzie chrapac XD

#zalesie #pkp #kolej #podroze #podrozujzwykopem #pociagi