Drogie górskie Mirki i…

Drogie górskie Mirki i Mirabelki – wszystkiego dobrego w 2020 roku! Ostatnie 12 miesięcy było dla mnie naprawdę ciekawe, bo udało mi się zobaczyć kilka wyjątkowych miejsc i przeżyć nowe przygody. Chyba o to chodzi, żeby mieć co wspominać, niezależnie od tego, gdzie wędrujemy. W tym roku udało mi się zawitać na Kaukaz, co jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się abstrakcją, ale nie zabrakło też naszym rodzimych pasm górskich, w tym krótkich spacerów po Bieszczadach czy Beskidzie Niskim. Zostawiam kilka moich ulubionych kadrów i życzę Wam wszystkiego górskiego w 2020 roku! (。◕‿‿◕。)

#gory #fotografia #tworczoscwlasna #podroze #gorydlazielonek #mojezdjecie

Jak co roku #instagram…

Jak co roku #instagram umożliwia nam zrobienie kolazu z #2019bestnine tak oto przedstawia sie on dlan mojego tagu #nexpofocia

Mam nadzieje, ze nadchodzacy rok będzie obfitował w wiecej dobrych kadrow( ͡° ͜ʖ ͡°)

#fotografia #mojezdjecie #korsyka #podroze #emigracja #tworczoscwlasna

Otwieram tag #chinskieakcje…

Otwieram tag #chinskieakcje tag dedykowany dziwactwom i ciekawostkami jakie napotkałem w codziennym życiu w chinach. Pierwsza historia plus powiedzcie co chcielibyście wiedzieć to w przyszłości napisze o tym.

Rozpocznijmy tag od porozmawianiu o pracy.

W Chinach praca i pracownicy są bardzo słabo kontrolowani. Oczywiście są oficjalne zasady państwowe, ale z powodu tak dużej ilości ludzi (w moim mieście ok 12 milionów) , nie możliwe jest wytworzenie biurokracji wystarczająco dużej aby mogła poprawnie to śledzić.

Takie rzeczy jak ubezpieczenie dla pracowników jak i praca minimalna są zupełnie niekontrolowane. Sklepy i małe firmy nie muszą podpisywać z tobą żadnego kontraktu, ponieważ po prostu nikt tego nie sprawdza.

Dla przykładu moja dziewczyna (Chinka) znalazła prace w swoim wyksztalceniu (business międzynarodowy) i pracowała dla firmy, która handluje zasobami naturalnymi z Europą. Wiec nie mówimy tu o paróweczkach Korwina, a mimo to cała praca opierała się na niezarejestrowanej umowie słownej. Oczywiście jest więcej takich przykładów a ten tu o to tylko anegdota.

Co wynika z takiego nieregulowanego stylu pracy? Po pierwsze, Młodzi ludzie zawsze znajdują prace i zawsze pracują. Nie ma tutaj Sebixów którzy piją piwko w parku o czternastej we wtorek. Wszędzie widzi się studentów robiących dosłownie wszystko. Od naprawiania elektroniki do pieczenia ciast. Prace znajduje się szybko, wystarczy zagadać i porozmawiać. CV i spotkania o prace zostawia się dla poważniejszych zawodów i większych kontraktów.

Po drugie, płacenie na czysto wypłaty bez rejestrowania, opodatkowania, ubezpieczenia powoduje, że szefostwu jest na rękę zatrudnić więcej ludzi. W Europie z każdym nowym prawem, które ma polepszyć życie szaremu pracownikowi, owe prawa robią życie pracownika coraz trudniejsze. Sam dobrze o tym wiem, gdy na studiach podejmowałem się różnych niskopłatnych prac fizycznych w UK. Pracownik za ta sama stawkę w Europie ma o wiele więcej pracy co Chińczyk (ta sama stawka nie dosłownie oczywiście).

Przypomnijcie sobie ostatnia wizytę u fryzjera. Ile w takim zwykłym prostym fryzjerze jest pracowników? Jeden, dwóch? Jest fryzjerka, która jest szefem, ta sama która ciebie ścina, sprząta po sobie i bierze od ciebie zapłatę. W każdym chińskim fryzjerze nie do pomyślenia jest ściąć włosy bez umycia ich. Każdy salon ma dwóch chłopaków, których pracą jest jedynie myć włosy. Potem są fryzjerzy i na koniec kasjerzy. W czasie, gdy ciebie ktoś ścina, zazwyczaj oferują tobie herbatę itp. Nikt nie biega, nie ma (kurwa jebana mać) KOLEJEK (kurwa jebana mać) i bałaganu. Wszystko jest elegancko dla tego, bo jest dużo pracowników. Oczywiście proszę o zaufanie ze wiem o czym mówię. Byłem u wielu fryzjerów w swoim czasie, tych tanich i tych drogich. Nie mieszkam nawet w jednym z bogatszych miast Chin, więc standard nie jest jakoś z tego powodu wygórowany. Gdy przyjeżdżam do polski zawsze uderza mnie ta różnica. Pracownicy mają o wiele więcej pracy, ponieważ zatrudnienie dodatkowego pracownika jest drogie.

Oczywiście te zasady przerzucają się też na klientów. W Chinach podejście „Klijent nasz pan” nadal bardzo się utrzymuje. Ty jako klient masz się czuć jak klient, nie musisz robić zupełnie nic. Ty masz tylko wydać pieniądze. Kupiłeś coś przez Internet co nie działa/nie podoba się? W Europie trzeba odesłać paczkę, w chinach gościu przyjdzie ci do mieszkania i zabierze co tam masz, nie musisz tego pakować, drukować adresów itp. Po prostu klikasz na appce ze nie chcesz tego, i w przeciągu godziny przyjedzie kurier i to zabierze od ciebie, oczywiście musisz zapłacić za oddanie, ale w skali komfortu jaki jest oferowany, suma jest na prawdę trywialna.

To co minie uderzyło najbardziej (i zainspirowało do napisania tego postu) sytuacja jak mój Huawei laptop się zepsuł, zawiasy ekranu się poluzowały i cały ekran był luźny.

Ale o tym następnym razem.

Dziękuję za przeczytanie.

#chiny #podroze #chinskieakcje

Zbliża się okres planowania…

Zbliża się okres planowania wakacji i urlopów, więc na pewno przydadzą Wam się wskazówki i inspiracja do niezapomnianej objazdówki po południowej Europie. Będą kolejne części, więc zostaw plusa. W tej części poruszam temat, o który najczęściej pytaliście, czyli pieniądze – budżet na cały trip.

Tutaj kilka miesięcy pytałem, kto chce o tym poczytać, więc w pierwszej kolejności odpowiem na pytania i zawołam plusujących. Wariant przetestowany na 5 osobach dorosłych. Decyzję, czy taka wyprawa uda się z dziećmi, musicie podjąć sami.

odwiedziliśmy głównie Włochy (plus Słowenia, Szwajcaria, Liechtenstein, Niemcy). Nie jesteśmy insta obieżyświatami – zwykli ludzie, zwykłe auto Toyota RAV4 (2005), niezwykłe wakacje

Maribor, Ljubljana, Wenecja, Werona, Genua, Rapallo, Portofino, Viareggio, Livorno, Lecco (nad jeziorem Como), Vaduz (Liechtenstein), Zurych, Monachium, Praga, Wrocław

3800 km, 11 dni

Zacznijmy od auta, bo pojawiło się pytanie i znajomi również najbardziej dziwili się, że udało nam się zapakować w 5 osób plus bagaże do jednego samochodu. Nie używaliśmy bagażnika dachowego. Wykorzystany samochód to Toyota RAV4 2005 rok, przebieg około 240 tysięcy, benzyna, taki model jak tutaj: https://duckduckgo.com/?q=rav4+generacja+ii&ia=images&iax=images 5 drzwi, koło na tylnej klapie. Nie stosowaliśmy żadnego szczególnego minimalizmu, nie musieliśmy również wieźć zbyt wielu rzeczy z przodu, między nogami. Właściwie to do przodu zabieraliśmy jedynie napoje, przekąski i jakieś inne drobiazgi typu powerbank. Warto wspomnieć, że nasza ekipa to 5 dorosłych osób. 2 mężczyzn i 3 kobiety. Gabaryty? Wszyscy raczej szczupłej budowy ciała, ja i Czarek jechaliśmy na zmianę z przodu (kierowcy), z kolei dziewczyny z tyłu. Dziewczyny zmieniały się dowolnie. Twierdzą, że było im wygodnie. W kolejnej części opiszę szczegółowo, ile km dziennie pokonywaliśmy i czy te wakacje tak naprawdę spędziliśmy w aucie. Zostaw plusa, to zawołam na kolejną część.

Kasa. To pewnie wątek, który w przypadku wielu osób przesądzi o takiej formie spędzania wakacji. Zanim rozpiszę temat bardziej szczegółowo podam kwotę na osobę, aby zaspokoić osoby uzależniające dalszą lekturę od kosztów. Zakładaliśmy, że wydamy max 3000 zł na głowę ze wszystkim. Żarcie, paliwo, autostrady, noclegi, pamiątki, ewentualne mandaty. Zrobiliśmy sobie zrzutkę na początku po 650 zł na paliwo i inne sprawy związane z autem plus €30 dziennie na noclegi (czyli x9 = €270). Ostatecznie wyszło tak, że na noclegi przeznaczyliśmy sporo mniej niż zakładaliśmy, więc zrobiliśmy sobie dodatkowy, nieplanowany nocleg w Pradze. Przy czym mieliśmy jeden wymóg – musiał być basen xD No i był. W listopadzie przyszła nam jeszcze jedna pamiątka z Włoch, ale o tym później. W każdym razie budżet mój i Klaudii (mój różowy) wyniósł po około 2800 zł/os. Oczywiście trzeba tutaj pamiętać, że wydatki to kwestia mocno indywidualna i np. nie piję alkoholu, ani nie palę, więc osoba, która korzysta z tych używek musi z pewnością wziąć pod uwagę nieco większy budżet. Chociaż podobno nadrabiam słodyczami. Tak, wpierdoliłem sporo różnych żelków xD

Czy było warto? Zaraza, jeszcze jak! Osobiście nie jestem jeszcze na etapie wypoczynków typu All-inclusive lub spędzania więcej niż 2-3 dni w tym samym miejscu. Jeżeli mam możliwość to lubię się przemieszczać, nawet jeżeli wiąże się to z codzienną zmianą noclegu. W tym wariancie w dwóch miejscach spędziliśmy po dwa noclegi (Genua oraz camping w Viareggio w okolicy Pizy). Lubię zaglądać w miejsca, które nie są typowo turystyczne, jakieś małe wioseczki, boczne uliczki, przebywać wśród lokalsów. Oczywiście taki wypad w 5 osób wymaga różnych kompromisów, aby każdy w jakimś stopniu dostał swoją dawkę odpoczynku i wakacji. Także oczywiście był też plażing, knajpki, restauracje, zwiedzanie typowych punktów turystycznych.

Na zdjęciu nieplanowane i przypadkowe miejsce, o którym opowiem w kolejnych częściach ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zostaw plusa, to zawołam Cię na kolejną część.

#podroze #wakacje #toyota #wlochy #slowenia #szwajcaria #liechtenstein #podrozujzwykopem

Przedwczorajsza katastrofa…

Przedwczorajsza katastrofa samolotu w Kazachstanie przypomniała mi własne przeżycia lotnicze z tego kraju.

Na zdjęciu lotnisko w mieście Taraz (południowy Kazachstan ). Samolot Bombardier CRJ-200 linii lotniczej, ekhm, SCAT ( #pdk ), przyleciał właśnie z Astany.

Obok samolotu dwóch młodych Kazachów z trudem przepycha bagaże. Bodajże pierwszy raz w życiu obserwowałem przepychanie wózków bagażowych bez użycia żadnej siły mechanicznej. Być może zdarza się to na naprawdę niewielkich lotniskach, ale w Tarazie było to dość kuriozalne. Tuż pod terminalem znajdowała się niewielka górka, pod którą bagażowi nie umieli wepchnąć wózka. Trzeba było wołać pobliskich facetów i w kilka osób wpychać wózki pod terminal.

Przyznam, że nie zawsze czuję się komfortowo, wsiadając do samolotu takich linii jak przykładowy SCAT. Bywa, że do głowy przychodzą mi obrazki głośnych katastrof lotniczych w egzotycznych krajach. Zresztą, dokładnie taki sam Bombardier, dokładnie tej samej linii lotniczej, rozbił się pięć lat wcześniej koło lotniska w Ałmatach.

To musi być wyjątkowo pechowe miejsce, bo 7 lipca 1980 roku pod ówczesną stolicą Kazachstanu rozbił się samolot Tu-154 (to jedna z największych katastrof lotniczych w dziejach ZSRR, do dziś wspominana chociażby w znanej piosence. A teraz przedwczorajszy lot Bek Air. No i jest jeszcze siedem innych, mniej znanych katastrof lub wypadków, które miały miejsce pod ałmatyńskim lotniskiem!

Nie wolno jednak ulegać złudzeniu, którego przyczyną jest „medialność” katastrof lotniczych. Wizje spadającego samolotu są straszne dla większości z nas, ale lotnictwo wciąż pozostaje najbezpieczniejszym środkiem transportu. Statystyki są nieubłagane – prawdopodobieństwo śmierci na polskiej drodze jest wyższe, niż w głośnej katastrofie lotniczej. Nawet w Kazachstanie.

#podrozefilipa -> mój tag
#samoloty #lotnictwo #podroze #kazachstan #azja #swiat #ciekawostki

Cześć. Jeśli interesujecie…

Cześć. Jeśli interesujecie się historią Poloni na świecie to wrzuciliśmy rozmowę o polonii brazylijskiej. 5 mln Polaków żyje w Brazylii, większość nie mówi po polsku. Dlaczego? Wyjaśniamy w rozmowie z Danutą Lisiecką de Abreu – legendą Polonii w Brazylii. #brazylia #polonia #polacynaemigracji #podroze #podrozujzwykopem #turystyka
https://www.wykop.pl/link/5272759/dlaczego-polacy-w-brazylii-nie-mowia-po-polsku-rozmowa-z-danuta-lisiecka/

Siema Mirki i Mirunie. Siedzę…

Siema Mirki i Mirunie. Siedzę w pociągu do Goa, (Ci którzy czytają moje wpisy mniejwiecej wiedzą o co chodzi), już ok 20h, zjadłem trochę #modafinil i wpadłem w szał opisywania swojego życia odkąd rzucilem pracę w maju 2018r. Na początku miało to być tylko podsumowanie które chciałem wrzucić na fejsa, jako podsumowanie roku, potem jako podsumowanie całej podróży bo za niedlugo plan jest żeby ją zakończyć i spróbować swoich sił w #australia , a jak zacząłem pisać to wyszedł dziennik z krótkim podsumowaniem jakichś dni (patrzę sobie w galerie, i dzień po dniu co warto wspomnieć i co się działo), a potem chyba wszedł mi modafinil i zacząłem się rozpisywać bardziej szczegółowo. Pisałem to z myślą o fejsie więc jest trochę @,bo miałem odnieść się do znajomych, piszę to na telefonie więc nie chcę mi się edytować, nie wiem też ile można wpisać znaków w jednego posta na wykopie, narazie napisałem aż do grudnia 2018, wkleje tyle ile się zmieści a w komentarzach wstawię trochę zdjęć. Jakby się podobało i będzie zainteresowanie to będę miał motywację żeby wrzucić więcej, jakbyście coś zmienili w schemacie to tez dajcie znać. Nie będę tego wrzucał na fejsa więc mogę pisać w zmienionej formie pod wykop, jeżeli wam się spodoba. Dużo rzeczy jednak muszę cenzurowac i nie mogę wpisać tych najbardziej szalonych historii, bo na wykopie nie jestem anonimowy 🙂 to taki mini dziennik powiedzmy, ktoś może sobie zobaczyć jak mniejwiecej wygląda moje życie przez ostatnie prawie 2 lata 🙂

Wszystko skończyło się 26 maja 2017roku. A.. Może jednak zaczęło? Ta data to ostatni dzień mojej pracy w @nespresso na Islandii (swoją drogą mega dziękuję, polityka firmy, to jak o mnie dbali i ich warunki pracy były super :)). Potem operacja kolana, ciężkości z poruszaniem się więc chill w domu. Tym na Islandii. Pożegnanie ze znajomymi i w drogę!

1 – 15 czerwca, samolot, Polska. Spotkanie klasowe, chłopaki nic się nie zmieniliscie! Nawet fryzury te same! (A Ty nawet te same ciuchy co rok temu – ktoś rzuca do mnie :P)
Spotkania ze znajomymi, pomoc w organizacji slugfestu, dużo śmiechu i uśmiechu 🙂 Zbyt dużo alkoholu, zbyt dużo imprez.
15 – 29 czerwca – kupuje vana, Ford Transit 2004r, i robię z nim porządek, poraz pierwszy używam wyrzynarki, izoluje i obudowuje go w środku. Jeżdżąc nad jezioro, spotykając się z całą resztą znajomych, imprezuje, kajaki siostrą i jej rodzinką, chill.
29 – 5 czerwca – Wyjazd autostopem do Chorwacji z byłą dziewczyną, pierwszą miłością mojego życia. Chill, zwiedzanie, dużo rozmów bo akurat miałem ciężki okres w życiu, pokazanie jej autostopowego światka.
5 lipca – Powrót do Polski
8 – 15 lipca – Wyjazd autostopem na najpiękniejszy festiwal świata, z moim hangiem, warsztaty, koncerty, miłość, kreatywność, pełnia szczęścia!
15 lipca – Powrót ze slotu, prosto na lotnisko, @Monika samolot – Hola Español!
15-19 lipca, Barcelona, zwiedzanie, jedzenie, Montserrat, poznanie mojego Polako-Hindusa @django, (który potem okazuje się niezastąpionym przewodnikiem, zadzwonił so mnie kilka dni po sprzedaży samochodu, pomógł mi zaplanować moje pierwsze kroki w większym świecie, a dokładniej w Indiach, i doradził co i jak, żeby nie dać się oszukać.) wieczorne spotkanie couchsurfingowe z połączeniem napojów procentowych na punkcie widokowym z widokiem na Barcelonę, zgubiłem się, telefon nie działał, dotarłem jakoś do mieszkania.
20 lipca – @Alba! Dziewczyna mojej wrzesińsko-islandzkiej mordy z którą mamy zakład o helikopter który z nas zostanie pierwszy milionerem, spotykamy się wieczorem, bawimy się, gości mnie w mieszkaniu dosłownie kilka kroków od Sagrady Familii!
21 lipca – Samolot. Polska. Wieczorem świętowanie moich urodzin w rodzinnym mieście, przyjeżdżają znajomi, ognisko, instrumenty, mała impreza.
25 – 28 lipca – Autostop, Bieszczady, moje pierwsze „spotkanie rodzinne” (kocham was, rodzino z całego świata! :))
28 lipca – Powrót z gościem od namiotu indyjskiego,(taki namiot co często jest na festiwalach psytrance, alternatywnych) urodziny siostry nad jeziorem z rodzinką (taka, „z krwi „).
30 lipca – 5 sierpnia Woodstock! cenzura
5 sierpnia wieczór – koncert gongow i mis w miejscowości niedaleko mojego miejsca zamieszkania, umieram, długo bez snu.
6 – 8 sierpnia – jedna osoba z „rodzinki” mnie odwiedza, jezioro, slackline, hangdrum, hamak i, chillout.
9 sierpnia – Autostop, Praga, tym razem ja odwiedzam jedną osobę z „rodzinki”, @Anna odgrywa ważny epizod w moim życiu 🙂 I ma takie świetne papugi co robią akrobacje, i mówią po czesku! Ahoj!
10 sierpnia – Autostop, powrót na południe Polski, osoba zapoznana na spotkaniu… „rodzinki” w Bieszczadach, w rzece przy kąpieli krzycząc, że tez wyznaje XD i ma wytatuowane za uchem zaprasza mnie na mój pierwszy psy-trance festwial w życiu, i zapoznaje mnie z super ekipą, oraz jeszcze jednym przedstawicielem XD który wytatuowal sobie tą filozofię.
13 Sierpnia – Autostop, powrót do dodzinnej miejscowości wieczorem slackline, ognisko, hamaki z @dominika i dźwięki hangdruma, chill.
16 sierpnia – Skończyłem vana! Teraz tylko znaleźć łóżko.
21 – 23 Sierpnia – Postanawia odwiedzić mnie slocianka (taka osoba, zapoznana na slocie) @Cela, jezioro, ognisko, hamaki i śpimy w lesie
23 Sierpnia – Autostop, znowu Praga, docieram o 1 w nocy następnego dnia.
24 – 26 sierpnia – @Anna zabiera mnie na wieś, do takiego domku na kółkach do znajomych co się po czesku wabi „Maringotka”, ognisko wieczorem, w ciągu dnia szachy, piesze wycieczki, hamak, kurde, zakochałem się w hamakach, w swoim w sumie. Powrót do Pragi, znowu papugi!!
27 Sierpnia – Autostop, Polska.
5 Września – Jednak nie skończyłem, zapomniałem o oświetleniu w środku i paru innych rzeczach w busie.
7 Września – Autostop, Warszawa, impreza, napoje wysokoprocentowe, centrum, odwiedzam znajomych z Woodstocku @weronika
8 Września – Nadal Warszawa, następni znajomi z Woodstocku, @iwo @dagmara.
9 Września – Autostop, rodzinna miejscowość..
12 Września – wstawiam kanapę do busa, pierwsze przymiarki jak to będzie wyglądało w praktyce.
13 Września – Autostop, znowu Praga, znowu @Anna.
16 Września – Autostop, powrót do rodzinnej miejscowości, tym razem nie sam 🙂
19 Września – pożegnanie z Anią (nie na długo), blablacarem wraca do Pragi!
21 Września – Transit gotowy, wszystko w środku.
22 Września – Wrocław, tym razem nie autostopem, przygoda z vanem się zaczyna! Odwiedzenie Woodstokowiczki @Agnieszka, napoje wysokoprocentowe, impreza.

23 Września – Pobudka, komisariat. Nie, nie zwineli mnie, tylko sprawdzam trzeźwość 🙂 Swoją drogą dzień wcześniej poprosiłem znajomych z Wrocka żeby przynieśli mi trochę soli bo zapomnialem do gotowania, a kilograma nie potrzebuje, to przynieśli w takiej torebce (zapomniałem jak się nazywa, samarka), a ja to przy sobie miałem na tym komisariacie, i przypadkowo wyciągnąłem jak podawałem dowód, na szczescie Pan policjant nie zauważył :P. Pożegnanie z Agnieszką, i w drogę! Jednak nie, kur.. Zatrzasnalem sie w busie od środka w centrum Wrocławia xD, z pomocą przybywa użytkownik z wykop.pl. Zabieram autostopowiczów, bus się sypie, autostopowicza trochę się boją, ja w sumie też xD trzęsie jak w pociągach 10 lat temu. Docieram do Pragi, śpimy u Ani.

23 – 26 Września próbujemy naprawić samochód, znajdujemy mechanika i.. Udaje się!.. Udaje się wychujac mnie na 1400zl, niczego nie naprawić, a ba, jeszcze rozjebac. Busem jak wibrowało tak wibruje, tylko tym razem trochę mniej. Popołudniem w Aucie przy wyjeździe z Pragi zaczyna śmierdzieć spalenizną, zatrzymujemy się, sprawdzamy, leci z koła jak z granat dymnego, dzwonimy do zakładu – oni dzisiaj to już zamykają, mogą ZOBACZYĆ jutro dopiero, nie mamy czasu żeby znowu się wracać, tracić kolejnych dni (Ania ma kupiony bilet na samolot powrotny), więc JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ (tata tak powiedział przez telefon haha), obstawiamy razem że to stary niedoczyszczony olej jak zmieniali jakieś części przy kole – hipoteza okazuje się prawidłowa jak później czas pokazuje). Jedziemy, o 4 w nocy docieramy gdzieś w Słowacji do lasu, rozpalamy ognisko, robimy sobie kolacje i do vana spać.

28 września – chwilę po północy docieramy do Budapesztu, jest, miejsce parkingowe w centrum pod mostem! Bardzo energiczny skręt w lewo, dziwny dźwięk z góry, jesteśmy na miejscu!.. Wychodzę, patrzę, o kurw**. Ten dźwięk to dźwięk łamanej anteny, metr-dwa szybciej bym skręcił to zamiast złamanej anteny nie mielibyśmy dachu. Serio. Od dachu samochodu do konstrukcji mostu było miejsca może żeby ramię wsadzić. Zapomniałem ze to nie osobówka, tylko bus swoje wysoki jest 😛
Kupujemy wino, idziemy się przejść po Budapeszcie, trafiamy na ostatni nocny pokaż fontann i pierwszy hologram w moim życiu, nigdy czegoś takiego nie widziałem, dosłownie wyświetlane w powietrzu obrazy połączone z pięknymi fontannami i muzyką. Bajka. Pobudka, śniadanie, jajecznica. Wieczorem stolica Serbii – Belgrad. Dogadujemy się z strażnikiem i parkujemy w samym centrum, pod rosyjską ambasadą. Co z tego, że napisane wyraźnie jak kończy się parkowanie (holowanko), strażnik to jest nasz ziomek. Idziemy na lody, no i tradycyjnie na piwo, Ania jest fanką piwa, chociaż w sumie to ja też nie pogardzę ( ͡° ͜ʖ ͡°).
W ogóle śmiesznie się tak budzić, codziennie w innym miejscu, jak zaczynamy w Polsce to trzeba się przykrywac bo zimno, a z dnia na dzień śpimy coraz to bardziej odkryci, az prawie na golasa bo rano jak można się domyślić blaszana puszka pomimo moich trudów izolacji (dobra, przyznaję się, z lenistwa wyizolowalem niecałą połowę :P) nagrzewa się jak piekarnik. No i zapomniałem o wlocie powietrza przez co rano pobudka następuje poprzez brak tlenu, i trzeba uszczelnić drzwi. W naturze spoko, ale w centrum miasta w sumie śmieszne uczucie, tak bez ubrań, niby nic przez szparę nie widać, ale jak słyszysz że ktoś pół metra od Ciebie idzie chodnikiem niczego nieświadomy to tak dziwnie :P.

PS: rodzinna miejscowość – tam gdzie się urodziłem i mieszkałem przez 19 lat swojego życia, Wielkopolska, okolice Gniezna
PS2: wklejam fotki w komentarzach ale zwarzajcie ze jadę pociągiem przez indie, nie wiem czy połączenie to ogarnie…
#podrozujzwykopem #podroze i zakładam tag (tylko jeżeli będzie zainteresowanie) #zycienamaksa , jako, że na imię mam Maksym 🙂

Jak wypełnić formularz ESTA…

Jak wypełnić formularz ESTA do USA krok po kroku? Podpowiadam to w artykule. Prośba o wykop
https://www.wykop.pl/link/5272353/esta-usa-jak-wypelnic-wniosek-krok-po-kroku/

Jeśli jesteś zainteresowany / zainteresowana moimi wpisami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje
lub dopisania się do mirkolisty
#antekpodrozuje #podroze #usa #wizy #zainteresowania #swiat #ciekawostki

pokaż spoiler Ta dziewczyna…

pokaż spoiler Ta dziewczyna zapewne jest dla was bardzo pociągająca. Wiecie dlaczego tak się dzieje? Ponieważ wiecie że jest trudno dostępna ale nie jest jeszcze całkiem niedostępna, w głowie na pewno jesteście w stanie stworzyć całkiem realne scenariusze wyruchania jej, w przeciwieństwie do kompletnych fantazji o jakichś ideałach z magazynów mody czy Vicoria’s Secret, aktorek itp. To co jest potencjalnie trudnne do zdobycia ale nie niemożliwe jest bardzo pociągające. To tak jak z lotem na Księżyc czy Marsa w porównaniu do lotu na Betelgeze).!

A teraz wam powiem o moim nowym ehh kurhwa hobby. (w 4 akapicie jest właściwy wątek)

Jak większość mężczyzn byłem wychowywany w przeświadczeniu że jestem wyjątkowy, czyli mama i babcia zawsze mówiły jaki to przystojny kawaler huehue. Przez długi czas żyłem w przeświadczeniu że z jakiegoś powodu należą mi się modelki i przecież w końcu będę w stanie miec #rozowypasek który tak wygląda. Czas mijał i życie coraz bardziej sprowadzało mnie do rzeczywistości. Swoje pierwsze moczenie kija zaliczyłem dopiero w wieku 22 lat z mocno przeciętna #p0lka by nie powiedzieć że brzydka. Do tego był to taki #seks o którym lepiej zapomnieć, wyobraźcie sobie że w ciągu rocznego związku nigdy nie było lodzika! Laska mówiła że może po ślubie że tak teraz to ona nie może, rozumiecie kij i marchewka że musi być jakaś nagroda jak ja coś zrobię, typowe wychowanie wyniesienie z polskiego domu.

Sam jestem dosyć mocno przeciętnym facetem, chociaż trochę czasu zajęło mi aby to w 100% zaakceptować. 177 cm, ciało typu dad bod (looknijcie na Di Caprio albo Adama Sandlera teraz). Twarz taka nijaka, niezbyt męska, zbyt kobieca, lata świetlne od szczęki Chada ale nie incel na szczęście. Jak mam ogarnięte włosy, tygodniowy i przycięty zarost i dobrze dobrane ciuchy to nawet wychodzę OK na niektórych zdjęciach. Ale maksimum na co mógłbym liczyć w Polsce to laski 6/10 a i na te musiałbym stawać na głowie i jakiś cyrk odpierdalać. Spędziłem dużo czasu na usprawnianiu siebie pod względem #fitness #silownia, kondycja, wygląd, zadbanie, kontakty społeczne. Oceniam że w pewnym momencie wydobyłem 90% swojego potencjału a mimo to na #tinder w porywach udało mi się jakieś słabe 7/10 wyciągać a większość lasek na które poświęcałem czas nawet za granicą w krajach w których jest nam trochę łatwiej to mimo wszystko było 5/10. Po prostu z moim wyglądem chcąc być amantem który umawia się codziennie z inną dziewczyną musiałem właśnie w tych granicach się poruszać 5/10-7/10 i po pewnym czasie uznałem że marnuje czas, spore pieniądze i też nie sprawia to już przyjemności.

I teraz dochodzimy do clue. Zamiast bawić się w amanta podróżnika który śpi w hotelu 3* albo AirBnb i ogłasza wszystkim laskom na tinderze że oto on przybył tutaj na całe 3 DNI i umawiajcie się ze mną xD, ten rynek takich budżetowych podróżników którzy przemieszają Europę Wschodnią, Azję itp jest już tak nasycony że nawet będąc prawdziwym Chadem niewiele zdziałasz bo te laski są już znudzone tymi Europejczykami, AU, Amerykanami itp którzy wpadają poimprezować i chcą się umawiać na romantyczne randki bo akurat będą przez 3 dni w stolicy. Postanowiłem zmienić taktykę.

Jako że dysponuje ponadprzeciętnymi nadwyżkami finansowymi (o tym było w moim poprzednim wpisie) to mogę się bawić tak jak wam to zaraz opiszę. Co mam na myśli mówiąc o tych nadwyżkach to zarobki rzędu kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie (nie twierdze że zawsze tyle zarabiam ale często mi sie to zdarza – dla niedowiarków mogę posklejać jakieś screeny). Przy takich zarobkach te zabawy zaczynają mieć sens ekonomiczny.

W skrócie chodzi o umawianie się na luksusowe (quasi),,wycieczki” z ponadprzeciętnie ładnymi dziewczynami z #instagram. Oczywiście nie myślcie sobie że chodzi o jakieś Victoria Secret, bądźmy poważni, znacie pewnie różnice między modelką instagramową a prawdziwą, co nie znaczy że tym dziewczynom dużo brakuje. Jest to taki poziom że każdy facet będzie ci zazdrościł jak cię z nią zobaczy ale jednocześnie tym dziewczyn brakuje żeby być modelką zdjęciową bo twarz ma bardziej typu SUKA niż modelki high Fashion, a z drugiej strony na wybieg są za niskie bo tam potrzeba już od 175 i blisko 180cm. Laski od 175 cm wzwyż są wykładniczo trudniejsze do zdobycia niż te które są pod 160 do 175 to idzie liniowo, a od 175 zaczyna się skala wykładnicza 🙂 Po prostu takie kobiety już są na salonach rozchwytywane przez wyższe sfery, albo mogą już samemu co fajnego kręcić w modelingu. Najwyższe jakie mi się trafiały miały coś 173 ale większość wchodzi w kategorię petite czy tiny4k #pdk.

Jak wygląda typowy scenariusz takiej ,,wycieczki”? Używając mixu Tinder i Instagram (zazwyczaj wyłapuję profile insta z BIO na Tinder) selekcjonuje dziewczyny. Mam już w tym doświadczenie więc wiem która najprawdopodobniej będzie DOWN TO. Nie stosuję jakiegoś mass spamu do każdej pseudo modelki. Chirurgiczne działanie. Jak poznać takie dziewczyny to długi temat ale wystarczy zdrowy rozsądek, jeśli laska ma przesadnie dużo zdjęć z paczką znajomych i z rodziną to słaby bet. Jeśli ma 50,000 followersów już więcej to zaczynamy boksować w wadze ciężkiej a im bliżej 100,000 nasze szanse spadają wykładniczo. Z doświadczenia przedział 15,000-30,000 followersów jest mocno dostępny, również sporo dziewczyna małymi instagramami gdzie jest 1000 czy kilka tysięcy śledzących. Nie każda ładna laska na planecie jest zauważona przez wszystkich samców jednocześnie :). Co do krajów w jakich szukamy (Tinder plus is a must) to celujemy na wschód od Polski, zaczynając od Ukrainy przez Azję centralną i Kazachstan, trochę rodzynków w okolicach Kaukazu, aż po Daleki Wschód oczywiście. Na temat doboru krajów i w jakim na co można liczyć będzie osobny wpis.

Najczęstsza wiadomość wygląda tak: ,,Hi, would you like to travel together? We could go to X,Y,Z you can choose, I would be honoured to have a queen like you with me.”

Nie posiadam konta prywatnego z własnymi zdjęciami, więc od razu w pierwszej wiadomości wysyłam im też 5-6 swoich najlepszych wyselekcjonowanych fotek gdzie wyglądam jak dżentelmen z klasą i kasą ale bez przesadnego blichtru typu złote łańcuchy rolexy itp. Oczywiście to nie są zdjęcia na tle meblościanki z PRL w Pcimiu Dolnym tylko zdjęcia z Dubaju, Tokio, Phuket, Indii itp zazwyczaj robione w fajnych hotelach typu Ritz Carlton, W, St. Regis, JW Marriot, Mandarin Oriental, Kempinsky itp.

Jaka jest pierwsza reakcja lasek? Pozytywne reakcje to zawsze jest delikatne rozbawienie i udawanie wstydliwej ale dosyć szybko przechodzą do konkretów kiedy wykładam im że kupuję dla nich bilet i spędzimy miły czas w jakiej fajnej egzotycznej lokacji w ładnym hotelu, willi z dostępem do morza itp. Jako że mój biznes jest zdalny to jestem bardzo elastyczny zarówno co do czasu jak i miejsca spotkania.

W kolejnym wpisie opiszę więcej jak samo takie spotkanie wygląda, jak się zachowywać na takim spotkaniu żeby jak najlepiej je wykorzystać, co warto zabrać no i przede wszystkim opiszę wam scenariusz wraz z kosztorysem na przykładzie kolejnej takiej eskapady czekającej mnie na początku lutego na Phuket. Zobaczycie jaki hotel należy wybrać, jak ogarnąć loty dla laski i całą logistykę, ile powinno trwać takie spotkanie dla maksymalizacji przyjemności bez wpadania w rutynę.

Dajcie znać czy w ogóle interesuje was taki temat i będę wrzucał kolejne wpisy. Z fartem.

#zwiazki #pieniadze #inwestycje #podroze #ladnapani #azjatki

CO UWIELBIAM, A CZEGO…

CO UWIELBIAM, A CZEGO NIENAWIDZĘ W WIETNAMIE

– polecam obserwować mnie na Insta gdzie dodaje więcej zdjęć, ciekawostek i moich aktualnych poczynań: @pienionszki
– swoje wpisy publikuję pod tagiem #wietnamwpjoterze
– jeśli ktoś chce żeby go dodatkowo wołać do kolejnego wpisu, może się zapisać na listę:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Przechodząc do rzeczy:

CO UWIELBIAM?

1. Jedzenie
Początkowo po przyjeździe do Wietnamu nie zachwyciłem się miejscową kuchnią. Teraz już wiem, że jest niczym Jezusek chodzący stópkami po kubkach smakowych. Wystarczyło ogarnąć co i gdzie zamawiać. Jest na tyle tanio i dobrze, że nawet nie przechodzi mi przez myśl gotowanie.

2. Pogoda
To był główny powód dlaczego wyjechałem z Polski – uciekałem przed zimą. W Sajgonie jest ciepło cały rok. W porze deszczowej są krótkie ulewy, ale niezbyt mi to przeszkadza. Pogoda mi tutaj mega pasuje. Dużo łatwiej się przyzwyczaić do ciągłego gorąca niż każdego dnia do innej pogody, a tym bardziej zimy.

3. Ekspaci
Ludzi się tutaj poznaje niczym dzieci w piaskownicy. Większość ekspatów jest do siebie bardzo przyjaźnie nastawiona i chętna na nawiązywanie znajomości. Zawsze jak widzę białego, to czuję jakbym widział daleką rodzinę. Jest trochę jak na małej przyjaznej wsi.
Wszyscy tu zmagamy się z tymi samymi problemami i podobnie postrzegamy Wietnam.

4. „Atmosfera życia”
W takim otoczeniu zaczynasz mieć dużo więcej rzeczy w dupie niż w ułożonej Europie. Idziesz przez środek ulicy, walisz browara obok komendy policji czy jesz na chodniku. Takie rzeczy to codzienność. Tutaj też wliczam przywileje z posiadania „white card” XD Generalnie to nawet, gdyby policja chciała mnie jadącego na skuterze ściągnąć na bok, to bym po prostu pojechał dalej i udał, że nie widzę.

5. Koszty życia / zarobki
Pracując jako nauczyciel angielskiego zarabiasz świetne pieniądze nawet na warunki europejskie, a koszty życia są znacznie niższe. Pracuje się mało, żyje się na dobrym poziomie, nie trzeba gotować, sprzątać itd. a pieniądze i tak się odłoży.

6. Spokój Wietnamczyków
Tutaj NIKT nie wykazuje agresji. Ludzie w siebie wjeżdżają skuterami, robią wypadki i absolutnie NIKT na siebie nawet nie podniesie głosu, zero porywczości.

CZEGO NIENAWIDZĘ?

1. Ludzie i „codzienne sprawunki”
Po pierwsze, nie da się żyć jak dorosły w świecie pełnym dzieci. Wietnamczycy są bardzo nieogarnięci,a swoją niedojrzałość emocjonalną przekazują na swoje dzieci. Małe dzieci są rozwydrzone, bo nie uczy się ich zasad, bo są „za młode, żeby zrozumieć”, a 20-latkowie mają godziny policyjne. Na każdym kroku chcą ci podbić cenę, są dziecinni, leniwi, przestraszeni i nieogarnięci. Nikt nie zachęca do nauki lokalnego języka, nawet nie odpowiadają na „dziękuję”. W Tajlandii jak tylko powiedziałem „dziękuję” po tajsku, to kierowca Graba „wow, mówisz po tajsku” XD.
Ja nazywam tutaj kontakty z Wietnamczykami, że jest dobrze dopóki jest dobrze. Dopóki zakupy robisz w supermarketach, na aplikacje do żarcia/taksi masz nieaktywny numer, nie musisz nic załatwić w banku czy gdziekolwiek indziej – jest dobrze, bo żyjesz swoim życiem w zasadzie bez kontaktu z nimi. Cokolwiek trzeba załatwić to problem.

2. Kontakty z Wietnamkami
To akurat moja mocno subiektywna opinia. Wielu osobom, a szczególnie stereotypowemu Wykopkowi, zdecydowanie przypadłyby do gustu jako materiał na żony. To temat na oddzielny wpis, ale po krótce mowiąc są raczej spokojne, nieśmiałe, wycofane i trochę leniwe (ale są wychowywane do dbania o faceta i w tych kwestiach są bardzo troskliwe). Ciężko znaleźć kobietę z kategorii „work hard, play hard”. Tendencją jest, że często osoby, które odnoszą sukces z kobietami na zachodzie, tutaj możliwe, że będą miały znacznie trudniejszą sytuację. Przystojne Chady zwykle podzielają moje zdanie i też nie są w tych kategoriach zbytnio zadowoleni z życia tu. Ja od przyjazdu poznałem zaledwie 2 dziewczyny, które jakkolwiek lubiłem.
Istotną kwestią jest to, że wielu Wietnamczyków nie akceptuje społecznie relacji białego z Wietnamką, bo według nich Wietnamki powinny interesować się Wietnamczykami i często na ulicy takie kobiety są obrażane.
Kwestie społeczne i znajomość angielskiego znacznie zawężają możliwość poznania „wymarzonej” Wietnamki.

3. Życie nocne
Ok, ludzie do imprez i zabawy są świetni – zawsze jest z kim się zabawić, praktycznie każdego wieczora można wracać najebanym XD ale jeśli ktoś lubi imprezy, to tu je przestanie lubić. W Polsce chodziłem 50% dla muzyki, żeby sobie potańczyć i 50% dla dziewczyn. Tutaj wybór muzyki to porażka, a podryw Wietnamki w klubie to jak Yeti.

To są w zasadzie powody dlaczego wyjeżdżam z Wietnamu. Możliwość pracy (dobrze płatnej) to praktycznie jedynie nauka angielskiego, a sprawia mi to stres i brak perspektyw rozwoju. Druga kwestia to to, że lokalna społeczność nigdy nie zaakceptuje mnie jako swojego. „Dorosłe” życie jest tu bardzo trudne. Brakuje mi też codziennego prostego kontaktu z ludźmi. A trzecia i chyba najważniejsza aktualnie kwestia to to, że mi się tu po prostu nudzi XD Zrobiłem się leniwa klucha bez życia i zanika moja chadowość przez zasady społeczne, które tu obowiązują.

Generalnie to jestem bardzo zadowolony ze swojej przygody i każdemu polecam, bo sporo można się nauczyć. Nawet myślę, że znacznie większej ilości osób by się tu spodobało, niż nie spodobało. O Tajlandii już nawet nie wspominam, bo tam bym mógł iść nawet do pracy na pełny etat, ale niestety nie tak łatwo ją dostać. Gdyby nie to, że w Polsce mam na siebie plan oraz bardzo dobre warunki na start, to zdecydowanie mocniej próbowałbym załapać się gdziekolwiek w Bangkoku lub na Filipinach.
Największym paradoksem mojego życia jest to, że uciekałem głównie przed zimą, a wrócę w sam środek mrozu XDDD

#podroze #podrozujzwykopem #wietnam #azja #pracazagranica #emigracja #emigrujzwykopem #pracbaza #praca #angielski